31 grudnia 2006 r.
______________________
 
Kolacja u Nielsow
 
 
 
                
                      Nils i Migel sami zlapali takie ryby w Atlantyku
 
...::: Wczoraj wieczorem poszlismy na pozegnalna kolacje do Nielsow. Za kilka dni wyjezdzaja  z Angoli do swojego kraju, do Dani. Bardzo nam zal, bo to fajni chlopcy i przyjaciele naszych synow. Nie mam pojecia, jak teraz bedzie bez nich... Na kolacje byla pyszna, pieczona ryba, ktora zlapal Migel (mniejszy, z mniejsza ryba).
 
Na kolacje przyszla Linda, miejscowa dziewczyna ich ojca. Jak zawsze wygladala imponujaco. Doczepione naturalne wlosy do pasa  za jedyne 150 $ amerykanskich i w ogole wystrojona. Przyporowadzila ze soba mala dziewczynke, 1,5 roczna Ruth. Powiedziala, ze tu w Angoli jest taki zwyczaj, ze jak jest sobota czyli czas zabawy to wszyscy wieczorem wychodza z domu a ten kto zostaje ostatni musi zajac sie dziecmi. A ze Angolczycy mieszkaja calymi rodzinami (rodzenstwo, kuzyni, itd) to w domu sa zawsze jakies dzieci, ktorymi trzeba sie zajac. Dzis padlo na Linde. Powiedziala tez, ze nie moze dzis zostac tu na noc, bo musi zajac sie mala Ruth. Ja mysle, ze Linda, jak tylko opuscila nasze towarzystwo, natychmias poszla gdzies sie bawic, podrzucajac mala komus innemu.
Dzieci tu sa niesamowite. Niemal, jak cyganskie. Linda wyrwala sie na chwile z naszego przyjecia i zostawila mala z nami. Dziecko jakby nie zwrocilo uwagi, ze ciocia zniknela. Nakarmilismy mala budyniem i dziecko siedzialo z nami, osmioma bialymi (w tym 7 facetow) w obcym mieszkaniu i nie wykazywalo nijakich symptomow niepokoju.
 
                                 Troche niesamowite doswiadczenie
 
Kiedy wrocila Linada (wyskoczyla na chwile, by odzyskac klucz z naszego mieszkania od swojej kolezanki, ktora dzis, juz prawie zatrudnilismy jako nowa embregade, a ktorej jednak musielismy odmowic po tym jak Tete powiedziala, ze  jak ja zwolnimy to co stanie sie z jej trojka dzieci.  Zal mi sie jej okropnie zrobilo i sie poplakalam. Filip tez wymiekl. Suma sumarum dalismy Tete ostatnia szanse. Nagminnie nie przychodzi do pracy, albo spoznia sie kilka godzin. Jej siostra, ktora pracuje w domu obok, powiedziala, ze Tete czesto wychodzi sie "bawic" i nie wraca na noc. Potem pewnie odsypia zabawe itd. Oczywiscie swoje dzieci zostawia z rodzina...
 
Tak wiec kiedy Linda wrocila, wziela mala Ruth na plecy, jak zwykly czynic to afrykanki. Usmiechnelam sie, bo strasznie sprytnie to zrobila, a dziecko poddalo sie temu z rozczulajaca pokora. Smialismy sie, ze zarzucila mala na plecy jak worek.
 
Linda zaproponowala, zebym sprobowala jak to jest tak nosic dziecko. Polozyla mi mala Ruth na plecy i przewiazala fachowo recznikiem. Mala Ruth niemal jak  z plasteliny dopasowala sie do mojego ciala. Widac jej bylo tylko glowke, raczki i nogi. To bylo naprawde niesamowite uczucie. Czulam sie komfortowo, wygodnie. A wiec jest tak jak myslalam. Niesamowita bliskosc z dzieckiem... a zarazem czujesz sie wolna, mozesz swobodnie robic wszystko. Wlasnie tak robia afrykanskie kobiety. Wolne rece, wolne cale cialo... bo dziecko staje sie jakby jego czescia, czescia matki.
 
                                                               
                                    Bawimy  mala Ruth                                 Z Filipem
                                                           (zdjecia zrobione z tel. kom.)
 
 
<<wstecz  dalej>>