Namibia cd.

________________________

Litania na temat Afryki
 
fot. 5 stycznia 2007 r. Dorota Łajło. Afryka. Namibia. Spiacy chlopiec z plemienia San People( kiedy mama chlopca zobaczyla to zdjecie w moim aparacie pocalowala kamere, a potem mnie, byla taka szczesliwa)
 
 
 
 
O Namibii pisac by mozna i mowic bez konca.
 
O tym jak :
*mieszkalismy w buszu w domku ze strzecha wraz z jaszczurkami i wszelkimi afrykanskimi robaczkami, ze moskitiera nie chronila przed komarami,bo byla za mala i dziurawa,  ale przynajmniej mialam pewnosc ze w czasie snu nie spadna mi na glowe pajaki,
 
*ze bylo tak goraco, ze plywalo sie we wlasnym pocie, ze chcialam wiac stamtąd, ale nie bylo gdzie, bo noc i busz na okolo.
 
*o tym, ze dotknac geparda, mimo ze ponoc oswojony to niemaly dreszczyk na plecach,
 
*ze kiedy niemal boso, bo tylko w sandalach pokonywalismy busz, w ktorym az sie roilo od wezy (Buszmeni nam powiedzieli, a oni calkiem bosi byli).
 
*o tym ze kazdy spotkany czlowiek serdeczny byl i usmiechniety. Ze na bazarze gdzie kupowalam koraliki zamiast wyludzic ode mnie jak najwieksze pieniadze dostalam koraliki w prezencie,
 
*ze ciarki przechodzily kiedy lwica przechodzila przed samochodem, moze kilka metrow przed maska,
 
*ze przygoda bylo jechac na pace otwartego samochodu i patrzec na "czity" czyli przepiekne gepardy a one kladly sie tuz przed kolami samochodu, a wtedy jechac nie mozna bylo, mozna bylo tylko stac.
 
*o tym ze piasek z pustyni mialo sie wszedzie przez caly pobyt,
 
*o tym ze weszlismy do jaskini do, ktorej zaden czlowiek przy zdrowych zmyslach wejsc nie powinien, zwlaszcza w sandalach,
 
*o tym ze niektore luksusowa lodgge nie radzily sobie z natura, ktora rzadzi sie swoimi prawami, bo np. mrowki robily sobie mrowisko tuz przy wejsciu do pokoju, a jaszczurki za wszelka cene chcialy pokonac progi pokoju, a wiewiorki kicaly po lawkach i drzewach, a swierszcze tak "dawaly czadu", ze glowe urywalo, ze antylopy i inne zwierzatka zostawialy bobki na przystrzyzonych rowniotko trawnikach (raz jednego suchego wzielam do reki bo myslalam, ze to orzeszek z drzewa spadl)
 
*ze sie wzruszylam, kiedy pokazalam buszmence jej spiace dziecko, a ona pocalowala najpierw aparat a potem mnie,
 
*ze z Buszmenkami robilam koraliki, ze tanczylam z nimi, ze klaskaly przy mnie, usmiechaly sie i mowily duzo w swoim klaskajacym jezyku, a potem jedna z nich dala mi zrobiona przez siebie branzolete,
 
*ze sie poplakalam na koniec z zalu kiedy zegnalam sie z Buszmenami (opowiem pozniej)
 
*ze Buszmeni nauczyli moich chlopcow rozpalic ogien z 2 patyczkow i strzelac z luku (mamy teraz buszmenski luk)
 
Namibia jest piekna.
Nie pamietalam dlaczego zakochalam sie w Afryce, ale juz sobie przypomnialam...
 
Pokochac Afryke, to pokochac ja w calosci, to jak polknac ptaszka paszcza krokodyla....
 
a w calosci znaczy :
w sloncu i deszczu
z pajakami i jaszczurkami
z smiercionosnymi wezami i skorpionami
z upalem nie do zniesienia
ze spiewem ptakow i cykadami swierszczy
z koniem w paski i zyrafa o pieknych oczach
z dzikimi kotami, ktore w oczy czlowieka patrzec nie lubia
ktorych czlowiek wale nie obchodzi
z komarami, ktore grozniejsze sa od drapieznikow
z prostota i zwyczajnascia
z czlowiekiem....
tak przede wszystkim z czlowiekiem, ktory zachwyca niezwykloscia
ale i tak czesto zaskakuje odmiennoscia wszystkego
pokochac Afryke to podziwiac, zachwycac sie
ale i zaciskac zeby, przetrzymac i tolerowac...
to tez pamietac, ze sie jest Europejczykiem
 
<<wstecz  dalej>>