16 stycznia 2007 r.
_______________________

Z okna samochodu, w drodze po ser....

   

     Luandyjskie taczki....sa ich dziesiatki na ulicy, takie transportowe taksowki

...::: Dzis nowiutka Toyota Landcrouser Prado wyjechalismy na zakorkowana, upalna ulice Luandy. W srodku pachnialo nowoscia. Po godzinie siedzenia w aucie (nie jazdy) bo tu glownie sie stoi w korku, zemdlilo mnie ciutke.

Czasem trzeba przedostac sie na druga strone miasta, zeby kupic np. jaja, czy ser, wiec mozna powiedziec, ze zakup jaj nalezy do niezwykle frapujacych zajec wypelniajacych dzien w Luandzie.

Od kilku dni w nocy leje deszcz. W ciagu dnia uliczki tona, a domostwa obwieszone sa szmatami. Te liche domy prawdopodobnie przeciekaja, wiec w ciagu dnia odbywa sie wielkie suszenie. Wisza koce, plotna, ubrania na wszystkim, na czym da sie cokolwiek powiesic. Widok jest raczej przerazajacy.

Tak wygladaja dzieciece zabawy na najubozszych osiedlach (te osiedla to wlasciwie wieksza czesc Luandy.) Chlopaki mieli worki na rekach, moze zbierali robaki po deszczu?A o robaki raczej nietrudno przy tej temperaturze, wilgotnosci i czystosci...

Goraco jest niesamowicie i wilgotno. Temperatura ponad 35 stopni, a wilgotnosc rzedu 90%, wiec zyje sie tu niemal jak w saunie. Nawet noc nie przynosi ulgi. Kazdy, kto moze ratuje sie klimatyzacja.

Dziewczynki maja takie laleczki (butelka z wlosami).

Po wyjsciu poza dom czy auto natychmiast jest sie mokrym.

Dzis Celete (moja angolska kolezanka) powiedziala mi, ze bedzie jeszcze cieplej. Uffffff....

Najgorzej jest mix czyli polaczenie 3 w jednym upal+ wilgoc+zapach z osiedli mieszkancow najubozszych dzielnic. Wlasciwie nie da sie otworzyc okna.

Jadac dzis przez Luande pomyslalam sobie, ze Angolczycy swego czasu(1975 r.) "wyprosili" ze swego kaju  bialych, czyli kolonialistow, czyli Portugalczykow. Skutecznie. Rzeczywiscie Angola to typowo Czarna Afryka ( w przeciwienstwie do afrykanskich  krajow, w ktorych bylam np. Zimbabwe czy Namibii). Patrze na ten swiat, ktory sobie "urzadzili" i sie zastanawiam na ile czuja sie wolni i szczesliwi.

 

Miec dom np. nad Atlantykiem... (wzdluz wybrzeza sporo takich domow. Nie mysle, ze sa trwalsze od domu z piasku i mgly)

Chyba dosc mocno, bo biegaja w koszulkach z barwami narodowami, przy wielu domostwach powiewa flaga narodowa.

Ale swiat urzadzili sobie paskudnie. Bo najpierw tlukli sie w kolko miedzy soba. Dokonali spustoszenia w gospodarce, a teraz nie moga sie z tego pozbierac. Luanda byla kiedys pieknym miastem. Nic z tego nie zostalo. Nic zupelnie niemal.

Patrze i mysle, ze nie wystarczy im tylko zatrudnic bialych celnikow dla ratowania budzetu, czy pozwolic wejsc do swego kraju z biznesem takim firma ja Shell czy Coca Cola. Tu potrzeba fachowcow od zarzadzania i administracji (chyba w Polsce sporo jest absolwentow tego kierunku):-).

Mysle, ze im sie tu nic kupy nie trzyma, tu sie nic nie klei, a  caly ruch uliczny i cale zamieszanie to pozorne zamieszanie, to to, co wspomnialam w poprzedniej notce czyli "ratuj sie kto moze".

<<wstecz  dalej>>