23 stycznia 2007r
____________________
 
Znowu napisalam tyle, ze az przykro:-)
 
 
 Dom, drzwi bez drzwi, podworko, z prawej strony plot, pojemniki na wode, kury, pranie, ludzie: zycie

...::::Zawsze kiedy przeczytam dobra ksiazke, to wydaje mi sie ze jest to najlepsza ksiazka jaka przeczytalam. Tak jest i teraz. Ksiazka, ktora skonczylam dzis czytac nie przypomina w niczym moich dotychczas przeczytanych "najlepszych ksiazek", ale zdecydowanie do nich nalezy. Tym razem to Jerzy Pilch "Pod nocnym Aniolem". Nie opowiem ksiazki oczywiscie, nie moge zdradzic jej tresci:-)ale polecam bardzo. Chcialabym tu wymieniec liste osob, ktorym szczegolnie ja polecam, ale tez nie moge.

...::: Czasem mysle, ze gdyby nie ksiazki (jak dobrze, ze mamy tu Ambasade Rzeczypospolitej Polskiej i calkiem pokazna, wspaniala biblioteke), ze gdyby nie to co robie, gdyby nie kilka innych waznych mniej lub bardziej powodow nie wytrzymalabym tu dluzej.

Oczywiscie to miejsce ma wiele niesamowitych walorow, dla ktorych warto tu byc, nie tylko miejsce nawet, ale cala sytuacja, w ktorej sie znalazlam. Ale nie do konca tak jest. Nie tak, jak wielu ludzi mysli, ze to przygoda itd. Czy los na loterii nawet.

Juz tyle razy wspominalam, ze to bardzo trudna Afryka, bardzo trudna i takze dla nas bialych, zyjacych tu w kontrascie jakosci zycia luandyjczykow, jak przykladowy "paczek w masle".

Bylo juz wiele sytuacji, w ktorych wspominalam dlaczego ta Afryka jest trudna. Bedzie na pewno jeszcze wiele by o tym przypomniec, czy tez podac nowe przyklady.

W kazdym razie zawsze mozna powiedziec, zgonic na to, ze dokonalam wolnego wyboru, ze sama chcialam, ze nie powinnam narzekac...i nie narzekam....

Ja tylko chcialam powiedziec, ze gdyby nie ksiazki itd........ to nie wytrzymalabym tu...:-)

Nie boje sie cholery, ktora  lada dzien moze wybuchnac, nie boje robakow ktore spotkalam i spotkam w pralni, nie boje sie cuchnacych rynsztokow i ruszajacych sie kaluz, nie boje sie widoku nedzy, nie boje sie byc blisko tej nedzy, wsrod chorych i biednych ludzi, nie boje sie tego wszystkiego o co pytaja mnie ludzie w Polsce, nie boje sie wezy, jaszczurek, skorpionow i pajakow, nie boje sie rasizmu w stosunku do bialych, ktory jest tu bardzo silny, nie boje sie biegunki gigant, zatrucia a nawet malarii...

Czy czegos sie boje?

Chyba tak, choc to nie lek raczej, to moze troska i szacunke dla zdrowia i zycia.

Wciaz sama sobie zadaje pytanie "Co swiadczy, co stanowi o magii tego miejsca? Co swiadczy o magii tego beznadziejnego miejsca ?". Tak, to musi byc jakas magia.

Moze to glownie to, ze tu jest miejsce przemiany wewnetrznej, tu jest miejsce zmiany myslenia, priorytetow, tu jest wspaniale miejsce i czas na  wyciszenie, na naprawe np. nadszarpnietych nerwow, skolatanych serc, tu jest idealne miejsce na zapominanie rzeczy, ktore warto zapomniec. Tu jest idealne miejsce na zrozumienie wielu rzeczy, na spojrzenie na zycie i ludzi inaczej, tu jest miejsce na  wybaczenie "krzywdzicielom" np.

Tu, to takze takie "sanatorium" dla ludzi zawiedzionych zyciem, skwaszonych, niezadowolonych, narzekajacych i tez takich uwiklanych w trudne uklady i sytuacje.

To miejsce na oczyszczenie siebie samego przez siebie samego. To miejsce "wyczyszcza", przemienia.

Ta przemiana ma tez i swoje minusy, bo dziala z taka sila, ze mozna stac sie niekontrolowana. Moze zapedzic "cie" za daleko, mozna zapomniec, splycic i to co bylo wazne i wartosciowe rowniez.

Nie warto nigdy i za nic przeciez wszystkiego w sobie zmienic.

Dlatego trzeba uwaznym byc i czujnym, zeby wszystkiego nie wyczyscic, nie wymazac.

Tu wiersze nie pisza sie same... tu jest taki prosty i twardy swiat, realny do bolu ... Tu swiat stawia czlowieka twardo stopami na ziemi, tu choc slonce tak pieknie zachodzi to glowa nie da sie siegnac Nieba. W kazdym razie ja nie potrafie.

Tu w Angoli, Luandzie jest taka "realna" Afryka.

Dzis spostrzeglam, ze w Mandarinias jest teraz tylko kilka kobiet. Bo wiele "zwialo" stad. Wyjechaly na Swieta i jeszcze nie wrocily. Bo trzeba koniecznie, jesli tylko jest to mozliwe pojechac do Europy, Australii czy USA, trzeba pojechac kazdy do swojego domu gdziekolwiek on jest na swiecie. Trzeba pojechac, zeby nie zapomniec, zeby nie przestac tesknic...

Poznalam tu tez ludzi, ktorzy mowia, ze nie chca do kraju swojego, ze nie tesknie, ze zyje tu i juz.... Jest to jakas droga, jakies rozwiazanie...

A ja chce do Polski:-) Tu moglabym przytoczyc nieskonczenioe dluga liste miejsc, ludzi i sytuacji:-)

...:::Wczoraj wieczorem na kolacje przyszedl Gordon. Byl oczywiscie nasz ulubiony maly Murzynek Mathiu. Dzieciak ma duzo wolnego czasu, bo jego mloda mama, Mozambijka jest bardzo zajeta zazwyczaj. Odwiedza kolezanki w miescie. Niania i gosposia w jednym w milczeniu krzata sie po mieszkaniu i obejsciu. Dzieciak nudzi sie setnie.

Mathiu po wyjezdzie Filipa jest jak moj trzeci syn. Jest tylko duzo mniejszy, ma czarniutkie kedzierzawe wlosy i jest czarniutki. Posluguje sie dwoma jezykami :angielskim, bo tata Anglik i portugalskim, bo mama Mozambijka. Z Polskim idzie mu raczej kiepsko. Bardzo lubi, zeby  powierzac mu jakies zadania. Czyli lubi byc potrzebny. Czasem  potwornie zawraca gitare, jak to dzieciak.

                      

                        Mathiu lubi Kacpra

Na kolacji byl tez dorosly syn Celeste, przyszedl do chlopakow, a potem na kolacje przyszla jeszcze Celeste. Lubie stol, przy ktorym siedzi tyle ludzi i to roznych narodowasci.

To sa najfajniejsze chwile w samym Mandarinias. Slychac wtedy rozmowy w kilku jezykach, choc ma sie rozumiec wszyscy rozmawiaja w jezyku swiata czyli po angielsku. Ale nie da sie uniknac, tego ze padaja i slowa w jezykach narodowych.

Wczoraj Celstae zapytala "Dorota, w jakim jezyku Ty mowisz ? Tak szybko, tak duzo i tak slychac tylko "sz", "cz" Co to jest?"

"To jest jezyk polski Celeste, piekny jezyk":-)))

Jeszcze bardziej lubie kiedy do mojego stolu w Afryce zasiadaja Polacy. Kiedy goscimy Pana Ambasadora z zona, albo kiedy odwiedza nas Ojciec Heniu.

Ludzie z Kosciola do domu wracaja, a my odjedzamy, tez do domu.

W niedziele po Mszy Heniu przyjechal do nas. Tak fajna polska niedziele nalezy do moich ulubionych. Poza tym uwielbiam sluchac opowiesci Misjonarza, ktory zyje tu tyle lat i w zdecydowanie innych warunkach niz my w Mandarinias. To opowiesci z twardego zycia i najprawdziwsze z prawdziwych niezwykle historie.

<<wstecz   dalej>>