26 stycznia 2007r.
______________________

Nie stracony, nie zapomniany, a przemilczany....

kontynent

 
 
....:::: Zycie tu z czasem wydaje sie byc coraz bardziej codzienne, wiec niby po co pisac...
 
Ale Luanda wciaz zaskakuje, zadziwia, czesto tez smutnymi faktami.
 
W zeszly poniedzialek, kiedy nasze dzieciaki w Mandarynias biegaly po deszczu, kiedy moi Czarni sasiedzi zbierali wode z nieba do misek i wiader, a ich dzieciaki szalaly z deszczem, tak jak nasze w Mandarinias to wtedy wlasnie, w tym samym czasie w dwoch dzielnicach Luandy splynelo kilkadziesiat domow. Zarwala sie pod nimi ziemia i domy "lepianki", "szmacianki" i "patykanki", niektore liche "murowanki" spadly z wysokich skarp. Pod gruzami, tonami blota i smieci zycie stracilko ok.60 osob.
 
Czy ktos w wiadomosciach na swiecie o tym powiedzial? Czy ktos o tym napisal? Czy ktos o tym uslyszal?
 
Zginelo tylu ludzi, w tym wiele dzieci?
 
Czy ktos oglosil zalobe?
Czy ktos cos zrobil, zeby pomoc tym co przezyli? Czy ktos poza rodzinami ofiar sie tym przejal? Ktos gorzko zaplakal?
 
Powiedziano tyle razy, ze Afryka to "Zapomniany kontynent", to " Stracony kontynent".
To bardzo nieoptymistyczne slowa i wiele w nich prawdy. Na szczescie nie do konca sie z nimi zgadzam.
Ale moge powiedziec smialo, ze to "przemilczany kontynent".
Chwilami bardzo mocno przemilczany.
 
         
         To z urwiska podobnego do tego pospadaly domy grzebiac pod ziemia i smieciami ok.60 osob
 
Kolejny dowod.
 
Dokladnie 1 listopada miala miejsce katastrofa lotnicza. Samolot lokalnych linii lotniczych spadl w jednej z prowincji Angoli. Zginelo ok. 80 osob.
Tego dnia moj maz lecial na poludnie Angoli samolotem wojskowym, bo pasazerskie odwolano.
 
O tym zdarzeniu oczywiscie tez nikt nie powiedzial swiatu, ba nawet przemilczano to tu.
 
Byli ludzie i ich nie ma... od tyle.
 
Zycie ludzkie tu tak niewiele znaczy, ma tak niewielka wartosc.
Tyle tu niepotrzebnych i niezawinionych smierci. Tyle beztroski, nonszalancji i szarzowania.
Tu jest takie balansowanie na linii zycia.
Mozna to obserwowac niemal kazdego dnia.
A jesli dojedzie do tego to, czego nie widac na ulicy?
 
                    
                    Nawet o zmroku, w gestym smogu dzieci bawia sie tuz przy ruchliwej  drodze
 
 
 
A ulica?
Wracalismy o zmroku przez centrum miasta. Ciemno i szaro. Temperatura na zewnatrz 31 stopni. Wilgotnosc na pewno ponad 90 %, korki i ruch na ulicy niewyobrazalny. Setki ludzi handlujacych przy drodze oswietlajacych sie "koktalami molotowa" tak nazywam te kaganki- butelki po piwie wypelnione benzyna i szmatka. Ludzie biegaja, krzycza, trabia klaksony samochodow, wszyscy dra sie niemilosiernie.
Drogi nie oswietlone, ale za to swiatla samochodow doskonale "przeswietlaja" gesta mase, jaka jest smog... Gruba warstwa podobna troche do mgly wisi tuz nad ziemia.
             
              
                  
                       Dzieci na dachu jednego z kilkupietrowyh, starych blokow
               
Otworzylam okno.
Otwarcie okna to dodatkowe efekty, nie tylko wizualne, ale i sluchowe i zapachowe. Smrod fekaliow, padliny, tlumiony smrodem spalin.
W gardle drapie.
Krajobraz jak raz gotowy do nakrecenia jakiegos katastroficznego filmu.
Nie trzeba scenografii i charakteryzacji.
Gdyby John Carpenter przyjechal tu, to moglby nakrecic kolejny film typu "Ucieczka z Nowego Jorku".
Lucjan powiedzia "Nieprawdopodobne, ze sie do tego przyzwyczailismy."
Ja nie, ja sie nie przyzwyczailam, bo cala droge to komentuje. Mam nadzieje nigdy sie nie przyzwyczaic.
 
Miasto wyglada jakby sie ewakulowalo, jakby wszyscy za wszelka cene chcieli uciec, wrzeszczac, trabiac, biegajac, obijajac sie samochodami. Wyglada jaby uciekalo z miejsca, w ktore za chwile ma uderzyc jakas potezny meteoryt, a ktory juz i tak zakryl cale niebo i zasypal miasto kurzem.
W moim opisie nie ma nawet odrobiny przesady. Jestem pewna nawet, ze opis ow nie oddaje w pelni tego jak to wyglada.
A gdyby tak rzeczywiscie ktos zechcial i zdecydowal sie nakrecic tu film?
Moglby pieniadze przeznaczone na scenografie i charakteryzacje oddac tym biednym ludziom, lub tym ktorzy zabrali by ich stad i pokazali inny , normalny swiat i pokazali, ze mozna zyc inaczej....
I nauczyli inaczej zyc...
 
Z tego wszystkiego dzis znowu powiedzialam" Gdyby byla tu teraz Renata, gdybysmy ja wlasnie odebrali z lotniska....nie uwierzylaby w to miejsce, kazalaby sie uszczypnac. Balaby sie, ocierajacych sie o siebie samochodow, biegajacych miedzy samochodami ludzi, a czasem przebiegajacych po maskach samochodu, drogi urwanej i jazdy nad smieciowa przepascia, dzieci siedzacych na poboczu i samochodow przejezdzajacych tuz obok malych stopek, wrzasku, brudu i smrodu, niektorych zimnych spojrzen w strone bialych twarzy". Bo tego rzeczywiscie mozna sie wystraszyc...ale potem przechodzi.
 
Tak tu jest czasem.
Ale trzeba myslec pozytywnie.
Jutro zaswieci slonce i pokaze sie blekitne niebo, a jako ze pora deszczowa to znowu popada,
znowu zerwie kilka drog, zaleje kikadziesiat domow.
 
Ale kto by sie tym przejmowal.
Przeciez trzeba zyc dalej...
 
Bedzie, wiec cala noc grac muzyka, bo piatek, ludzie beda tanczyc, spiewac, beda sie kochac i nienawidziec, jutro znow urodza sie nowe dzieci...
 
 
Jutro bedzie nowy dzien...
 
Bo taki jest swiat, taki jest czlowiek ...takie jest zycie tez...
i tu jest taka Afryka...
Wlasnie taka.
Gorsza.
 
 
<< wstecz   dalej>>