28 stycznia 2007 r.
_______________________

A jednak...

Kosciol Sagrada Famili a w Luandzie.

::: Zyc w bezczasie... to naprawde luksus... Chyba tak zyje. Kiedy pisze ten dziennik, to za kazdym razem zerkam na komputerowy kalendarz, zeby spisac date. Naprawde, nie wiem "kiedy" jestem...

...::: Dzis kolejna niedziela w Afryce.

..:::Zawsze mysle tak: "Zyc tak, by nie zmarnowac, zadnej z darowanych chwil...."

Tu nie jest to latwe... Afrykanski spokoj... W koncu tak czy siak, kazdy, nawet bialy czlowiek staje sie jego ofiara.

...::: Wczorajsza, w naszym domu, wizyta najwazniejszych Polakow w Angoli zaowocowala tym, ze dzis postanowilismy wybrac sie do Sagrada Familia.

 

 

Koledzy Fotografowie

Sagrada Familia to jeden z najwiekszych i najnowoczesniejszyh Kosciolow katolickich w Luandzie( Papiez Jan Pawel II odwiedzil go w 1992 r.) Znajduje sie w centrum miasta. W czesci pamietajacej architektora, jeszcze kolonialne czasy...

Zdecydowalam , ze wybierzemy sie na Msze dla dzieci.

Przed Sagrada Familia

Niedziela to jedyny dzien, w ktorym mozna ominac i uniknac uliczny korek.

Jednak i dzis stanelismy, bo w  centrum Luandy , w potwornym upale zorganizowano uliczne biegi.

Odstalismy swoje w afrykanskiej cierpliwosci, ktorej zabraklo kilku miejscowym, jadacym wypasionymi autami. Trabili wiec klaksonami jak wsciekli, czym doprowadzali mnie do szalu. Po czym, skonczywszy trabienie wjechali na chodnik- niechodnik, nie zwazajac na kierujacego ruchem policjanta pojechali sobie na przelaj. Afryka jest jednak taka spontaniczna.

Sagrada Familia to ogromny, okazaly Kosciol.

Msza, na ktora przyjechalismy, spoznila sie o ponad godzine (nikt sie tym nie przejmowal, na ulicy kwitl handel lodami i stoicki spokoj goscil.)

                 

                   Sprzedawcy lodow przed Sagrada Familia

Wybaczalne bylo to wszystko, gdyz jak raz bylo Bierzmowanie i byl nawet sam Biskup.

Pokrecilam sie przed i w Kosciele. Bylo mi tak goraco, jak rzadko kiedy.

Pot splywal mi az do sandalow.

Najciekawszym momentem oczekiwania bylo spotkanie z liczna gromada miejscowych fotografow.

Ach jak cmokali na moj aparat, ach jak ogladali moj obiektyw (dobrze, ze nie widzieli mojej lufy:-)

Fajni byli Ci fotografowie. Znali sie naprawde. Mieli stary, lichy sprzet  w wiekszosci, ale pojecie mieli wielkie. Jeden mial mojego dawnego Canona nawet.

Koniec koncow wszystkiego, wyladowalismy  w Ambasadzie na niedzielnej kawie. Prosze mi wierzyc, ze nie ma piekniejszych, patriotycznych chwil, jak spotkania Polakow na obczyznie. Nie ma chyba wiekszej jednosci mysli, czynow i slow.

Wieczorem mielismy spotkanie w Mandarinias. Tu, jak zawsze miedzynarodowe. Dlugo sie do niego przymierzalam. Bylo niezle, ale to nie to.....

Wracajac z Sagrada Familia i Ambasady RP mija sie jeden, a potem drugi  z najokazalszych budynkow w Luandzie. To budynek  kosciola UNIWERSALNEGO. Co dokladnie kryje sie pod ta nazwa, jeszcze  nie wiem. Wiem tylko, ze chyba poza Kosciolem katolickim, a moze nawet wiecej jest wiernych w tym Kosciele. Kosciol nazywa sie Jesus Cristo eo Senhor.

Mijajac glowny z tych kosciolow zobaczylismy ciezarowke zapakowana workami (mysle ze z maka, cukrem moze) a na niej napis wymowny 'SOLIDARNOSC Z OFIARAMI DESZCZU".

A dalej jeszcze wiecej workow... wystawalo z nich mnostwo szmat i szmatek... a wiec Ci biedni ludzie oddali co mieli dla tych co ucierpieli....

A jednak???

Afryka to nie jest stracony kontynent...

Afryka to NADZIEJE....

<<wstecz  dalej>>