3 luty 2007 r.

________________________

Po wode

 

Kiedy w sobotni poranek tysiace Europejczykow przeciaga sie w wygodnym lozku, a potem wstaje i idzie do kuchni by zaparzyc poranna, zyciodajna kawe, w innym zakatku swiata, w kazda sobote, kazdego dnia, tysiace ludzi wstaje wczesnym rankiem i ustawia w dlugiej kolejce pojemnik po inny zyciodajny plyn.          

Przy glownej drodze wiadacej na polnoc. Po prawej stronie "domy" i smieci.

 

 

Albo idzie kilka kilometrow by przyniesc do domu to co jest tu niemal bezcenne- wode. Wciaz zastanawiam sie co mozna zrobic z kanistrem czy dwoma, z miska czy dwoma miskami wody w domu, gdzie zyje zazwyczaj kilkanascie osob. Ale oni ida. Kazdego dnia, po kilka razy dziennie, tam i z powrotem, jak mrowki, kolorowe, zolto, zielono, czerwono, pomaranczowe. Taki barwny korowod,  ktorego nie mozna odciagnac oczu, bo to przedziwny korowod. Takie dziwowisko.

 

 

Obowiazek noszenia wody spoczywa glownie na kobietach i dzieciach (Prosze zwrocic uwage na malenka dziewczynke w srodku. Tez niesie wode i to ile:-)

Niosace wode dzieci to naprawde rozczulajacy widok. Zawsze wtedy mowimy do naszych synow siedzacych z nami w aucie....No wlasnie co mowimy? ... Wszyscy mamy oczy, wiec mowic nie trzeba...

 

<<wstecz  dalej>>

40 % angolczykow nie ma dostepu do wody pitnej. Glownego  ujecie po lewej stronie drogi na polnoc pilnuje wojsko. Pilnuje porzadku i tego by przy studni nie powstalo bakteriorodne bajoro, jakich tu setki.