6 lutego 2007 r.

________________

Wydarzenie w Mandarinias

 

                      

                Siostry po wode przyszly

...

I kto by pomyslal, ze Polacy znowu zadziwia miedzynarodowa spolecznosc:-))

Od jakiegos czasu w Mandarinias mowilo sie, ze Dorota czyli ja robi zdjecia. Byli tacy, ktorzy niektore widzieli i oni dodawali jeszcze "Dorota robia ladne zdjecia" (milo). Byli tez tacy, a nawet sporo, ktorzy mowili, ze chcieliby je zobaczyc.

Nadazyla sie niebywala okazja. Po pierwsze panowie z Mandarinias za ciezkie pieniadze kupili projektor, zeby ogladac zbiorowo na wielkim ekranie swoj ulubiony sport, a po drugi od jakiegos czasu pracowalam i przygotowywalam sie do pokazu i prelekcji, ktora ma odbyc sie na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Praca prawie skonczona, tak wiec powstala idea, ze pokaze wszystkim tu moja prezentacje przygotowana do Polski a i sama potraktuje to jako "probe".

                       

                         Pokazalam setki zdjec. Najwiecej oczywiscie bylo dzieci i o dzieciach.

Na te okolicznosc Antonio, wlasciciel kompandu wybielil sciany jeszcze niedokonczonej restauracji przy basenie, pieknie posprzatal tzn. jego pracownicy (dziekuje mu za to) i wczoraj wlasnie odbyla sie moja probna prezentacja.

Tuz przed, kiedy jeszcze slonczko bylo na niebie, cale towarzystwo urzadzilo sobie grilowanie przy piwie i drinkach. My nasmazylismy racuszkow z bananami (kupilismy ostatnio od jednej kobiety chyba pol drzewa bananowego z dorodnymi, miejscowymi, malymi banankami). Jesli chodzi o racuszki to zostaly pochloniete i wszyscy mowili "polskie nalesniki z bananami pyszne" (Tu jest bardzo fajnie, bo wszyscy robia swoje tradycyjne potrawy, co jakis czas cos innego i jest to niezla okazja by poprobowac co zajada swiat). Polskie potrawy smakuja wszystkim bardzo.

Wracam do wydarzenia.

Wczoraj byl tez akurat dzien Nowej Zelandii, wiec Julie przygotowala tradycyjne potrawy nowozelandzkie, Woren przyniosl nowozelandzka flage i na slupach powesil zdjecia z Nowej Zelandii (Tu kazdy jest naprawde wielki patriota, odkad zawisla bialo-czerwona flaga na naszym domu, teraz powiewaja tez dumnie i flagi innych krajow). Ten caly wystroj nie bardzo pasowal do pokazu, jaki mial odbyc sie po zachodzie slonca, ale kto by sie tam tym przejmowal. Najwazniejsze zeby wszyscy dobrze sie czuli i bawili. I tak bylo.

Pojawilam sie w na miejscu kiedy zaczelo sie sciemniac. Wszyscy juz najedzeni rozmawiajac i popijajac piwko, w dobrych nastrojach czekali na mnie i na to co sie bedzie dzialo. Niezle. Tremy wielkiej nie mialam, odrobina Brendy nawet mnie zachecila. (Juli miala za to treme wielka, bo na koniec czytala jeden z moich wierszy o Afryce przetlumaczony na jezyk angielski przez Filipa i Oksane(dziekuje Im za to i Juli i calej rodzince mojej za pomoc w przygotowaniach).

                   

                

        Byla dobra okazja, by przypomniec wszystkim o sytuacji angolskich dzieci
       ( co czwarte z nich nie dozywa swoich piatych urodzin, 40 % nie uczeszcza do szkoly)

Sprzet  byl juz gotowy, wszystko dopracowane, muzyka itd.

No i sie zaczelo.

Pokazac im "Moja Afyke", to bylo bardzo trudne zadanie, szczegolnie pokazac im Luande, ktora wszyscy dobrze  znaja, bo codzien ogladaja ja z za szyby samochodu.

Ale wszyscy siedzieli naprawde zaciekawieni, zadziwieni nawet, ze wlazilam w takie miejsca. Kawalek po kawalku (kraj, sytuacja) nagradzano mnie gromkimi brawami.

Ogolnie bylo bardzo sympatycznie. Po pokazie zostalam wysciskana przez wszystkich i zebralam gratulacje. 

W czasie pokazu byla tez dobra okazja by podziekowac im wszystkim, ze pomogli mi wejsc w ten miedzynarodowy swiat i ze przyjeli mnie okazujac serdecznosc.

Fajnie bylo, tak, ze jeszcze teraz o tym mysle.

      

                      

                        Te dzieci przyszly po piasek

Mowiono potem (dzieci slyszaly) "Patrz, Ci Polacy...".

A co to my  Polacy? Tak naprawde Anglicy np. realnie maja Polakow za ubogich krewnych raczej, albo jeszcze bardziej  za ubogich ludzi ze wschodu. Moze my i ubodzy bylismy kiedys, kiedy nasz kraj mial taka a nie inna sytuacje gospodarcza, polityczna i ekonomiczna, ale zdecydowanie nigdy nie bylismy ubodzy wewnetrznie. Oni chyba tego nie wiedzieli.

Ciesze sie, ze moja rodzina mogla w jakis sposob zburzyc schematy myslowe i godnie prezentuje nasz kraj. Nieskromnie to brzmi moze, ale tak chyba jest, na pewno tak jest, bo co jakis czas sie slyszy " Ci Polacy....to" Pozytywnie sie slyszy.

<<<wstecz  dalej>>