6 lutego 2007 r.
____________________
 
 "Murzynek Bambo"

              

  ...::: Chyba wielu z nas pamieta wiersz pt. "Murzynek Bambo". To bylo bardzo dawno temu kiedy pierwszy raz go uslyszalam. Przeczytala mi go Pani w szkole. To bylo wtedy, gdy mialam 7 lat. Byl to moj pierwszy raz, kiedy zaciekawilo mnie zycie ludzi z nieznanego zupelnie zakatka swiata. Moze wtedy dopiero dowiedzialam sie, ze na swiecie zyja ludzie, ktorzy maja inny kolor skory? Nie pamietam. W kazdym razie ten Bambo wydawal mnie sie wtedy taki beztroski i fascynujacy (notabene wierszyk jest w sumie taki sobie i taki nierealny), ze niemal mu pozazdroscilam tych figli wszystkich. Pamietam, ze w Elemenatarzu p. Falskiego byl obrazek na ktorym ów Bambo siedzial na palmie.

Kiedy przyjechalam pierwszy raz do Afryki, a bylo to juz prawie 4 lata temu, to ani wtedy ani nigdy pozniej nie widzialam nijakiego Murzynka na palmie. Tak bylo az do ostatniej soboty.

W sobote pojechalismy na polnoc za Luande. Wybralismy droge przez afrykanski las palmowy, bo tam tak pieknie i tak zielono i smieci jakby mniej. I rzeczywiscie, malo ze spotkalismy tam wesole dzieci to jeszcze dwoje z nich siedzialo na palmie:-). Zaraz przypomnial mi sie wierszyk Pana Juliana Tuwima i to, ze rzeczywiscie male Babmo czasem wchodza na palme. Tylko ze cala reszta wiersza jakos nie z tej Afryki:-)

             Inne dzieci siedzialy sobie pod palma

"Uczy się pilnie przez całe ranki
Ze swej murzyńskiej "Pierwszej czytanki".

A propos nauki, to dzis jest rozpoczecie nowego roku szkolnego w Angoli. Skonczyly sie ponad dwumiesieczne wakacje. Te 60 % uczeszczajacych angolskich dzieciakow (w duchu mysle i mam nadzieje ze wiecej) pomaszerowalo dzis do szkoly. Wsrod nich byly i takie, ktore musialy przejsc pieszo kilkanascie kilometrow w jedna strone. Rzeczywiscie wiele z dzieci pozostalo w swoich patykowych i glinianych chatkach z roznych powodow. Jednym z nich jest to, ze rodzice zyjacy w buszu nie maja swiadomosci potrzeby edukacji wlasnych dzieci, a poza tym, wiele dzieci jest potrzebnych w domu, zeby zajac sie rodzenstwem albo isc po wode.

    A jeszcze inne szly po piasek i przyjaznie nam machaly

Nie bez kozery przy wielu szkolach w buszu jest ujecie wody. Wtedy rodzice chetniej wysylaja dzieci, bo przy okazji te przynosza wode.

I ja dzis odprowadzilam moich synow do prawdziwej afrykanskiej szkoly. Do Colegio Kwesseka.

Niektore niestety bawily sie w brudnej kaluzy przed domem (takie ci ludzie maja wejscie do domu po deszczach, woda stoi juz kilka dni, w kupie smieci)
 

Dzis tez sa moje polskie imieniny. Dziekuje Wszystkim, ktorzy o tym pamietali:-)

<< wstecz  dalej >>