7 lutego 2007 r.

__________________

 Styropianowe kajaki i krajobraz po deszczu.

       Krajobraz po deszczu. W tle Atlantyk. "Przyszedl"bardzo blisko drogi
 
  Jadac na polnoc za Luande natrafilismy na miejsce gdzie ostanie deszcze urwaly droge. Po prostu rozstapila sie ziemia i wraz z woda zabrala ludzi i rzeczy.

Kifangondo odciete bylo od poludnia przez kilka dni. Teraz zepchnieto troche piachu i jest takie cos, taka "niby droga". Fajnie sie tamtedy jezdzi.

Tak naprawde to polubilam angolskie drogi (poza korkami, ale i te mozna zniesc, kiedy patrzy sie na tak zmienny swiat zza szyby samochodu) Polubilam angolskie drogi, bo sa w nich tak ogromne dziury, doly, kaluze, glina, uskoki, tak ze jazda po nich to prawdziwa przygoda. Ostatnio troche stchorzylam i wysiadlam z samochodu w obawie ze skulniemy sie z "niby mostu". Reszta rodziny szczesliwie przejechala:-). Ja sie przeszlam.

            
                     Zdjecie z "niby mostu"
 

 

  Angolczycy nie maja wiele do wyboru, jesli chodzi o rozrywke.

Ale za to sa naprawde pomyslowi. I nie tylko dzieci biegajace z koleczkiem czy bawiace sie kartonami, ale i dorosli. Wlasnie w miejscu nieszczesnej katastrofy pojawily sie rozlewiska. Staly sie one znakomita okazja by poplywac kajakiem. Kajaka oczywiscie nikt tu nie ma, wiec wielu zrobilo sobie takie steropianowe lodeczki i plywalo po rozlewisku. Fajnie wygladali.

 

 
  
 
                 Rozlewisko przy wyrwanej drodze. Styropianowe lodeczki....obok zatopione wraki samochodow
 
<<WSTECZ  DALEJ>>