7 lutego 2007 r.

_________________________

Na targowisku cd.

              
            Jak to na targowisku, tak i tu  panuje wielki zamet.
            Sprzedajacy to glownie kobiety z malenkimi dziecmi, na plecach, przy piersi, albo obok, bawiacymi sie na ziemi.
            Sprzedajacy to takze dzieci w wieku szkolnym.
 
Kupujemy banany. Juz nastepnego dnia bede zolciutkie i pyszne. Te banany sa mniejsze od znanych nam w Europie i inaczej smakuja, troche jak truskawki. Nigdy w srodku nie robia sie czarne.
To trzciana cukrowa. Tego nie kupujemy. Dla mieszkancow Angoli to przysmak i zrodlo cukru. Obgryzaja te "patyki"i wysysaja slodki sok. Wlokna trzciny czyszcza im zeby. Czesto widzi sie dzieci z takim slodkimi patykiem w rece i blisko umorusanej buzi.
                                                 
 
 
 Jest tyle owocow i warzyw. Niektorych nie znam. Nigdy ich nie widzialam, nawet na obrazku. Ale sa tez swojskie pomidory, ziemniaki, cebula. Przyciagaja oczy dorodne papaje. Nigdy nie pomyslalabym, ze mozna cieszyc sie kupowaniem owocow i warzyw, wszak normalnie cierpie, gdy musze robic zakupy:-)
 
 
..::: Kiedy juz szykowalismy sie by odjechac, do samochodu podszedl chlopiec i powiedzial do Mirka." Daj mi 10 kwanza" (10 kwanza to rownowartosc 12 groszy polskich). Tak po prostu powiedzial. Dostal, nawet wiecej. Zazwyczaj nie dajemy pieniedzy, ani dzieciom ani doroslym tym bardziej. Nie dajemy, bo nie wolno. Z wielu powodow. Ale tym razem wszystko dlatego, ze jakis czas temu w czasie ogromego deszczu Mirek mial taka przygode:
 
Przyjechal do pracy, zaparkowal samochod, ale nijak nie mogl dojsc do biura, gdyz droga zamienila sie w gigantyczna kaluze. On Senior Consultor w jasnych spodniach i eleganckich butach, w bialej koszuli byl nieco bezradny wobec takiej brudnej wody. Wtedy to pojawil sie przed nim  pewien Luandyjczyk i zaproponowal " Moge cie przenesc jesli mi zaplacisz".
"Przenies? a jak to zrobisz?", "Wezme Ci na plecy i przeniose". Ow czlowiek byl raczej drobnej postury.  W kazdym razie niemal dwa razy mniejszy od Mirka. Mirek oczywiscie podziekowal i nie ze wzgledu na pieniadze czy ewentualna wspolna z nim wywrotke, ale jakos nie widzial siebie na plecach tego Murzyna i ogolnie niezly cyrk bylby. Z owym czlowiekiem jeszcze milo zamienil dwa slowa poczym podwinal nogawki i pokonal kaluze nabierajac w buty wody. No ale co tam. Kiedy juz byl przy biurze tamten krzyknal jeszcze za nim "Moze i tak dalbys mi pieniadze?", "Ile?" spytal Mirek, "1000 kwanza" odparl tamten. "1000 kwanza ?, co ty mowisz, za co? To kupa kasy " zdziwil sie Mirek, "A tak, przydaloby mi sie, dzis piatek, mialbym na wieczor ", "No mnie tez, ale wiesz co, gdybys poprosil pare groszy na piwo, dostalbys, 1000 kwanza nie dostaniesz". I tak sie rozstali.
 
Ten maly chlopiec zaskoczyl skromnoscia. Dostal wiec wiecej niz poprosil:-)Dostal, bo sie tamten pazerny przypomnial.
 
<<wstecz   dalej>>