9 lutego 2007 r.
____________________
 
W bramie
 
 
...::: Odkad rozpoczal sie rok szkolny w Angoli moi dwaj synowie wraz z 60% uczeszczajacych do szkoly angolskich dzieci ida na trzynasta do swojej. Ich szkola  jest naprawde niedaleko, dokladnie po drugiej stronie ulicy. Trzeba tylko obejsc cale kondominio Mandarinias, zeby tam dojsc. Trwa to doslownie kilka minut, ale droga wiedzie przez byle jaka ulice. Chlopcy nie chcieli, zeby Tete ich prowadzala, wiec chodza sami. Ja nie bardzo moge ich prowadzac, bo tez wracalabym sama.
Niby nie jest szczegolnie niebezpiecznie, ale biale kobiety same nie spaceruja tu po ulicach, z reszta w naszej dzielnicy sa tylko te z Mandarinias, czyli zaledwie kilka. Wszystkie za kilkumetrowym murem.
 
Chlopcy maja mundurki, szkola jest strzezona i zamykana, ale w calej szkole tylko oni dwaj sa biali. Koleznaki i koledzy sa ponoc bardzo mili. Nauczyciele tez.
Dzis nauczyciel angielskiego powiedzial miedzy innymi, ze w Angoli 83 % ludzi jest analfabetami, a do szkol uczeszcza znikomy procent dzieci. Podal jeszcze mniejsze liczby niz znane mi ze zrodel.
Dodal tez ze w calej Angoli jest tylko 7 Uniwersytetow (w tym okresleniu zamykaja sie wszystkie wyzsze uczelnie). W samej Luandzie mieszka szacunkowo ok. 4,5 mln ludzi.
Spytalam Kacpra co na to jego koledzy z kasy. A on" Nic, chyba widzieli".
 
Kiedy chlopcy ida do szkoly, ja przez okno "sledze" ich droge, az do momentu kiedy wejda za brame. Kiedy biale dzieci same ida do szkoly po czarnej ulicy to wzbudzaja niemala sensacje.
 
 
Tak na ich widok reagowli pierwszego dnia ich mlodsi koledzy z ulicy...
 
 
      
           
               " Wysledzilam" do konca:-)
 
<<wstecz  dalej>>