11 lutego 2007 r.
____________________
 
Sciana zapachow
 
 
h
                    

 

 

 

         
                                                           
                                                                               Zachod slonca nad Luanda
              
Nie mialam pojecia, ze w Luandzie mozna poczuc sie jak w Europie. Choc przez chwile.
Przytrafilo mi sie to w ostatni piatek, kiedy zaprzyjaznieni Anglicy zaproponowali, zebysmy poszli z nimi do nocnego baru na Ilha.
 
O 20.30 przyjechali po nas kierowcy (2 samochody) i pojechalismy.
Kiedy zyje sie tu, to wlasciwie nie liczy sie na nic specjalnego i przewaznie nawet gdy trafia sie na najpodlejsze miejsce, to nie jest sie zawiedzionym czy rozczarowanym. Tu po prostu ze wszystkim nalezy sie liczyc i wszystkiego spodziewac i wszystko przyjac.
 
Nigdy nie pomyslalbym, ze moze spodziewc sie czegos szczegolnie sympatycznego.
Trafilismy do owego baru. Poczatek byl kiepski, bo w wejsciu potwornie smierdzialo (tu czesto sie to "spotyka.") Smierdza bowiem najrozniejsze rzeczy i miejsca z brudu, goraca, wilgoci i innych....
Ale potem bar mile zaskoczyl.
Bylo calkiem jak Europie.
Bar byl z widokiem na zatoke, a nawet mozna powiedziec ze byl to bar na wodzie.
Zaraz przypomniala mi sie pewna sympatyczna knajpka w Szczecinie, ktorej juz nazwy nie pamietam. Zaraz przypomnialy mi sie inne mile miejsca w Polsce i Europie, w ktorych spotykaja sie ludzie by napic sie piwa, posluchac muzyki, porozmawiac i potanczyc.
Z glosnikow plynela przyjemna muzyczka, popijalismy dzin z tonikiem, gawedzilismy sobie i ogolnie bylo sympatycznie.
 
Okolo polnocy knajpka zaczela sie zapelniac ludzmi wszelkiego koloru skory. Wszyscy piekni, wystrojeni i co najciekawsze pachnacy.
Po kilu drinkach wpadlam w zapachowy zachwyt.
I wlasnie wtedy pomyslam, przypomnialam sobie Europe, Polske....Przypomnialo mi sie ze dobry cywilizowany swiat pachnie.
Pachnie czystoscia, porzadkiem, kultura i luksusem.
To jest bardzo przyjemny zapach.
Przechodzac przez sciane ludzi, sciane mieszaniny zapachow wydawalo me sie nawet, ze potrafie niektore z nich rozroznic....nazwac "po imieniu"
To banalne, wiem, ale wlasnie tak rodza sie male tesknoty.
Male tesknoty bowiem rodza sie tez z zapachu...
ze swiatla....z obrazu...
Tego wieczoru zrodzily sie  z zapachu i odrobiny wspomnien.
 
Okolo 2 w nocy, tuz zza barierki baru, wylonila sie lodka, lodeczka  lupina drewniana, kolorowa swego czasu, a teraz obdarta, obdrapana, taka byle jaka, taka angolska cala.
A na lupinie ludzie siedzieli, jeden wioslowal, jeden sterowal, reszta zwyczajnie siedziala.
Plyneli sobie do swjego smietnikowego domu. Przeplywali tak bilsko i tak dziwnie to wygladalo, ze cale towarzystwo zamilklo i w skupieniu przygladalo sie lodeczce.
Taka cisza byla, ze tylko... plusk jedno wioslo,...plusk drugie... bylo slychac i ta muzyczka cicha ....
                     
                          
                                                                       Moze to byla lupina do tej podobna?
 
Ta lupina przypomniala natychmiast o miejscu w ktorym jestesmy, przypomniala, ze tam w oddali za oswietlonymi ulicami wizytowej czesci miasta, ktora z tego miejsca, noca prezentowala sie calkiem pieknie, zyja w slamsach tysiace ludzi.
Ze tu jest Angola.
 
Kiedy wracalismy o 3 w nocy termometr za oknem wskazywal 28 stopni Celcjusza. O 21 bylo jeszcze 31. W poludnie ostatnio jest 36- 38 stopni codziennie.
Tu nawet na chwile nie przydaje sie dlugi rekawek. Tu nawet noc nie daje wielkiego orzezwienia...
                                                  
                                                                                      Ksiezyc nad Luanda
 
 
Jednak przyzwyczajeni do calodziennych upalow o 3 nad ranem stwierdzilismy "chlodno troche".
Rzeczywiscie bylo chlodno, 28 stopni:-)
Niedlugo lece do Polski. Sasiadka napisala, ze wyjela lopate by odsniezyc ulice Klonowa.
 
Snieg:-).....
 
 
<<<wstecz  dalej>>