12 lutego 2007 r.
_____________________
A dzis...
 
 

Dzis pojechalam zawiezc Setiniowej mamie kilka zdjec, ktore zrobilam maluchowi przez ten caly czas.

A Setinio chodzil sobie w sandalkach tuz na rogu ulicy, bo pod jego drzewem zrobila sie kaluza po dzisiejszej porannej ulewie.

Umorusany mniej niz zwykle. Wesoly za to i gadatliwy.

Mama byla zachwycona zdjeciami. Zrobilam nawet na odwrocie dedykacje po portugalsku:-) Zaraz zbiegly sie kolezanki, zeby zdjecia ogladac i chyba zalowaly, ze nie pozwolily mi kiedys fotografowac swoich dzieci. Bo kiedy przyszlam tam pierwszy raz i zobaczylam slodkiego Setinia byly tam tez inne dzieciaczki, ale mamy stanowczo zaprotestowaly przeciw zdjeciom( Angolczycy maja na tym punkcie niemal obsesje). Setinowa mama wziela wtedy malucha na rece i powiedziala "Zrob mnie i mojemu dziecku, zrob ile chcesz".

I tak sie zaczelo to wszystko...

                                             
                                         Setiniowa kolezanka na plecach u swojej mamy. A Setinio sobie stoi...

 

 

Czesto kiedy jestem z malym, kiedy z nim sie bawie, albo robie zdjecia podchodza jacys bojowi panowie i pytaja cos mamy Setinia wskazujac na mnie. Rozumiem tylko z tonu i kilku slow, jak Setiniowa mama mowi, ze jestem jej przyjaciolka i przyjaciolka dziecka i ze moge robic co chce. Wtedy panowie, aha, aha....nawet sie usmiechaja i odchodza....

 

 

 

 

 

<<<wstecz    dalej>