17 lutego 2007 r.
   ________________

   Dzieci

            

          Ze wszystkiego co dobre na tym swiecie, luandyjskim dzieciom dane jest zaznawac choc jednego. Ciepla. Te dzieci
          nigdy nie zaznaly chlodu, nigdy nie zaznaly wszechogarniajacego zimna, bo w Luandzie nigdy nie jest zimno.
        
Nekane chorobami i niedostatkiem moga kazdego dnia bez zbednych bluzeczek, szaliczkow i czapeczek biegac boso po goracej afrykanskiej ziemi (swoja droga nie wiem w jaki sposob, gdyz na goracym piasku nie potrafie ustac boso ani chwili). Bawia sie niestety czym popadnie, a wiec tym co znajda na kupie smieci, wsrod ktorej polozony jest ich dom.
                        Angolskie dzieci pomagaja w domu. Zawyczaj ich rodzina jest bardzo liczna, zajmuja sie wiec mlodszym rodzenstwem, nosza wode, czesto handluja na ulicy.
Dorosataja w domu wielopokoleniowym i wielorodzinnym. Mala klitka wielkosci garazu sluzy za dom dla calej, licznej rodziny, w tym kuzynow, ciotek i wujkow. To pewnego rodzaju fenomen, ktorego nie rozszyfrowalam jeszcze " Jak ci wszyscy ludzie sie tam mieszcza ?", moze dlatego jest to wykonalne, ze "Afryka zyje na zewnatrz." Klitka sluzy wylacznie do spania. Na noc na podlodze uklada sie materace, maty, cokowiek i kazdy kladzie sie gdzie tylko znajdzie miejsce, czyli kawalek podlogi, a raczej klepiska.               
Ogromne ilosci much, ktore zyja na smietniskach, czyli wszedzie nekaja szczegolnie malenkie, bezbronne i spiace dzieci. Muchy natretnie pchaja sie do oczu, nosa i buzi. Tak samo jest z komarami.
Zycie dzieci na wsi jest na swoj sposob lepsze. Wioski nie tona przynajmniej w gorach smieci. Zycie tam jest proste i spokojne, choc tak samo pozbawione dobrodziejstw takich, jak woda i elektrycznosc.
<<<wstecz  dalej >>