25 marca 2007 r.
__________________

Z domu do domu

 
 
fot. Dorota ajo. 26 marca 2007 r. Afryka. Angola Luanda. Dziesieciomiesieczny Setinio (Setinho)
 

Powrot do Angoli stal sie dla mnie podroza z  domu do domu. Szkoda bylo wyjezdzac z Polski, ale i fajnie wrocic tu. Juz nie potrzebuje czasu, zeby sie przyzwyczajac. Wszyscy i wszystko znane. Tak jak w Polsce, tak i tu wysciskalam sie na powitanie. Juz nie przeszkadza i nie dziwi brak pradu, wody, slaby internet, korki i inne atrakcje... Afryka  zrozumiana....Afryka przezyta... Afryka poznana....

ciut....

Tu jest moj drugi dom.

Chlopcy ucza sie w angolskiej szkole. Chodza do niej codziennie na godzine 13. Sa zadowoleni. Maja wylacznie czarnych kolegow i kolezanki (biali nie posylaja dzieci do takich szkol) i jak mowia, tu jest inaczej niz w polskiej szkole. Tu rowiesnicy nie przezywaja sie i nie obrazaja nawzajem. Zartuja, wyglupiaja sie, jak to mlodziez i dzieci, ale sie nie rania.

Wychowawcy rozmawiaja z mlodzieza, tlumacza duzo. Angolskie dzieci to dobre dzieciaki, mimo ze wielu z nich pamieta wojne. Moze dlatego maja tyle szacunku dla siebie?

Dwa pokolenia angolczykow nie zaznalo pokoju. W kraju trzeba jeszcze wiele zrobic, by pokoj zagoscil tez w sercach i umyslach mlodego pokolenia. Poki co, jest dobrze.

Agresja wciaz istnieje, ale u nieco starszych niz mlodziez i nie wiem czy wieksza niz w krajach Europy czy Ameryki.

Co drugi dzien ok. godz. 11 do chlopcow przychodzi Abrantes, mlody nauczyciel ze szkoly. Dyrektor sam zaproponowal. Abrantes jest bardzo sympatyczny  i bardzo skutecznie uczy chlopakow portugalskiego. Swietnie sie juz komunikuja. Podobno kiedys, w krotkim czasie Abrantes  nauczyl mowic po portugalsku chlopca z Francji:-) Teraz uczy dzieci z Polski.

               
       Lekcja portugalskigo w polskim domu w Angoli. Na talerzyku mieszanka
       wedlowska przywiezina z Polski:-)
 
<<< wstecz   dalej >>>