1 kwietnia 2007 r.
___________________
 
Rybackie wioski
 
 

Rybackie wioski w Angoli to oazy spokoju, ciszy, prostoty i ubóstwa. Nie mam pojęcia gdzie dzieci z wiosek chodzą do szkoly. Pewnie nigdzie, albo zasuwaja kilkanascie co najmniej kilometrow. Dzis spedzilam sporo czasu w takiej spolecznosci. Ja nie mam pojecia,  jak tak mozna zyc? Tu czas to bezczas....wschody i zachody slonca...polowy, sieci, suszenie ryb...piwo przywiezione z miasta...upal, szum fal....

Jeśli ktoś akurat ma "cywilizowanego" dola, to zapraszam tu. Tu wszystko przechodzi i wydaje sie male. Nawet samemu mozna poczuc sie malym przy ogromie niezrozumienia, niesprawiedliwosci zycia.

Patrzylam tak na ten spokoj, na te domki z trawy, na kobiety ciche, milczace, krzatajace sie w okol palenisk, na dzieci grzebiace patyczkiem w piasku, na panow ciagnacych lodzie z brzegu i na brzeg i na tych co w ciszy rozplatuja sieci,  na ryby suszace sie w sloncu, po ktorych muchy laza, na caly ten kawalek swiata, w ktorym ptaki spiewaja radosnie i myslalam, ze Bog dal nam zycie. Kazdy kto zdolal pojawic sie na  ziemskim padole zyje. Po prostu, bez wyjscia jest:-) Zyje wg. czego?

No nie sprawiedliwosci na pewno. Zyje wg. miejsca, mozliwosci i wg. innych dziwnych praw.

Mysl gornolotna mi sie zrodzila. Cieszmy sie chwila, dluga i krotka, cieszmy sie soba, ludzmi i swiatem, cieszmy sie tym co mamy i uwierzmy, ze wszedzie da sie zyc, ze mozna przezyc wszystko.

A jesli nasze zle wydaje sie gorsze od innych, to przyjedzcie tu wszyscy kiedys, choc na chwile i zobaczcie, ze dom, to jest dom 3 na 2 metry i nie ma w nim okien i drzwi, ze nie ma w nim nic. Prawie nic. Kilka garnkow, miski, kanistry...dzieci.... jest w takim domu sporo dzieci....

A jakos trzeba zyc. Kazdego dnia, wiec bez pospiechu, bo nie ma za czym gonic, nie ma po co, gdzie isc, wiec po wode sie idzie....

 

 
                   << wstecz dalej >>