4 kwietnia 2007 r.

Zawstydzeni deszczem

 

 

Pol poranka zajelo mi przygladanie sie ulicy. Tu deszcz prawdziwe zjawisko natury. Ten deszcz to takie bicze wodne. Sam lubie przejsc sie boso po wszechobecnej deszczowej rzece.

W Angoli jest super. Nie trzeba miec fryzury, bo albo i tak zniszczy ja deszcz, albo sfatyguje upal. Nie trzeba tez w sumie ladnych butow  z podobnego powodu. Ba, nie trzeba miec ladnych ubran, bo i tak sie jest niemal rozebranym. Afryka jest taka wygodna dla wielu bialych kobiet. Mysle, ze te, ktore lubia "zadbac o siebie" spedzajac pol poranka nad fryzura i makijazem poczucby mogly pewien dyskomfort psychiczny. Do tego czesto, jesli ma sie skore wrazliwa to na twarzy pojawic sie moga rozne ciekawostki pryszczowe od kurzu np.

Polubilam te naturalnosc i czuje sie z nia calkiem niezle. Dzis poszlismy do nowego Centrum Handlowego, wspominalam o nim kilka dni temu. Otwarto tam jeszcze wiecej luksusowych sklepikow na wzor amerykanski i europejski. Nowoczesnie wyposazone wnetrza, pachnaco, piekne artykuly w tym bizuteria z diamentami. (Ogladalam w Polsce film "Krwawy diament":-() wiec nie kupie a i tak kosztuja tyle, ze i tak nie kupie. Weszlam do kilku takich pieknych sklepikow, spojrzalam w lustro i natychmiast dostalam dola. W japonkach bylam, do pollydek uchlapana blotem czerwonej ohry i z demolka na glowie i ogolnie w jakiej wsiuckim ubranku. Przynajmniej w kontrascie luksusowych sklepow tak wygladalam. Przypomnialo mi sie wtedy, ze w Polsce czesto dolowaly mnie luksusowe sklepy, piekne, zadbane kobiety, z ktorymi nawet nie smialam sie rownac, przymierzalnie (w trakcie przymierzania) i ogolnie caly ten cywilizowany luksus. Wtedy tez pomyslalam, ze te bose nogi, balagan glowie, odsloniete ramiona i rece ozdobione branzoletami to wszystko czego mi trzeba, przynajmnie tu w Afryce.

<--wstecz  dalej-->