5 kwietnia 2007 r.
______________________
     
     Ida Swieta...
   
 
 
Tu jest naprawde przefajnie. Opuscilam rano Mangarinias (pokonalam wplaw ogromna kaluze przy bramie, co prawda Antonio zatrudnil kilku ludzi z lopatami i taczkami, zeby wybierali wode i wywozili ja kilka metrow dalej na inna ulice, ale i  tak ogromne czerwone, metne jezioro oddzielalo moje Kondominio od reszty Luandy.
 
 
          Teraz, kiedy wychodze z Mangarinias moge ogladac juz nie tylko zwykle luandyjskie zycie i kupe smieci
          na przeciwko. Teraz moge tez pomoczyc nogi w gliniance:-)
 
Tak wiec wybralam sie rano do sklepu, zeby ochlapac sie blotkiem po pas i zeby kupic jakas serwetke albo cos, cokolwiek co moglabym wykorzystac do koszyczka ze swieconka, potem moze na swiateczny stolik. Wszystko co znalazlam to, mala poszewka na poduszeczke i to nie w moim guscie. Przyjdzie mi wiec wyscielic koszyczek jaskiem:-) Przy okazji dokupilam 3 talerze, bo Tete wszystko z rak leci, szczegolnie jak jest na kacu. W taki sposob mocno uszczupla i tak skromne wyposazenie naszego domu.
Lubie w Afryce minimalizm w jakim przyszlo mi zyc, to ze musze sie obyc bez kieliszkow np.(ale zawsze sa szklanki:-)),moge sie obyc bez tak wielu rzeczy, bez ktorych nie potrafilam zyc w Polsce. Ale tez dzieki temu kazdy nawet najdrobniejszy zakup sprawia sporo radosci. Dzis cieszylam sie nawet z tego jaska. Nawet Kacper chcial go natychmiast ubrac na poduszke. Chyba tez sie cieszyl, ze cos sobie do domu kupilismy.
Potem przyjechal kierowca i wybralam sie z dziecmi na wieksze zakupy. Robic tu zakupy to jest dopiero wyczyn.
Z kilku powodow.
 
..:: Po pierwsze nic nie ma. Od jakiegos czasu nie mozna dostac np. miesa, jajek, masla. Mozna sobie wyobrazic jaka szczesliwa bylam kiedy udalo mi sie dostac 2 palety jaj i kilogram zeberek. To sie nazywa radosc z zakupow. Potem pojechalismy do innego sklepu, zeby kupic budyn. Wyrwalam 2 ostatnie torebki:-)
 
..:: Po drugie ceny sa takie, ze oczy i uszy wywracaja  sie na druga strone. Np.kilogram ziemniakow kosztuje ok. 15 zl. Skarpetki dla Setinia 10$ amerykanskich czyli ok.30 zl.( w nowym centrum handlowym)gdzie indziej nie widzialam.W Polsce chyba ok. 1$.
 
..:: Po trzecie trzeba wystac sie w korkach i odwiedzic kilka sklepow, zeby kupic co potrzeba
 
..:: Po czwarte, jesli towar jest "swiezy" to trzeba dobrze sprawdzic czy jest rzeczywiscie swiezy. Zawsze sie wtedy zastanawiamy, czy bedziemy mieli biegunke, czy nie, kiedy to zjemy. Tu wszystko psuje sie blyskawicznie, a i tak dobrze sie sprzedaje, wszystko niemal schodzi na pniu.
 
..::Po piate obsluga w sklepach i przy kasach to jest cale zjewisko. Stoi sie niemal godzinami w kolejce i patrzy sie jak kasjer sie gubi na tysiac sposobow.
 
Zawsze kiedy potem wracam do Polski i obserwuje zniecierpliwienie moich rodakow smiac mi sie chce do siebie, ze sa tacy nerwowi z byle powodu. Tu w Afryce mozna, a nawet trzeba nauczyc sie cierpliwosci. Staram sie "zmarnowany" czas wykorzystac na rozne sposoby, od tak, chocby
sie na ten caly fajny swiat pogapie.
 
         
      Na fotografii jeden z lokalnych sklepikow. Tu mozna kupic piwo, cukierki...
      Zawsze, kiedy tedy przejezdzam ma uwage przykuwaja te pokolonialne krzesla.
      Mam w domu w Polsce podobne. Niepokolonialne, poniemieckie:-)
 
      <<- wstecz  dalej ->>