13 kwietnia 2007 r./piatek/
____________________________
  "Swiat jest taki maly,
   na wyciagniecie reki..."
 
 
 
I pomyslec, ze jeszcze wczoraj bylam w Angoli, a kilka godzin pozniej juz w RPA. Ostatnia noc spedzilam na lotnisku w Johannesburgu drzemiac na czterech krzeslach. Calutka noc. Czulam sie troche jak bezdomny. Zawsze kiedy podrozuje mam malego pecha. Zawsze jest cos, co sprawia, ze nie moze byc gladko i wyraznie. W Johannesburgu nie bylo miejsca w hotelu, wiec spalam w ubraniu na krzeslach. Ale za to o 5 rano kiedy wstalam i w lotniskowej ubikacji umylam zeby, uczesalam wlosy, zalozylam na uszy moja MP3 i wyszlam pospacerowac po lotnisku poczulam prawdziwy powiew wolnosci i przygody.
Oczywiscie w Luandzie na lotnisku tez nie obylo sie bez sensacji.
Jeden z miejscowych na lotnisku musial wykazac sie madroscia a przde wszystkim szeroko pojetym rasizmem i kazal mi wyproznic czesc bagazu podrecznego. Mial byc ponoc za ciezki. Tylko, ze ja w tym bagazu nie mialam nic poza laptopem, aparatem i obiektywami. Bylo tez kilka kosmetykow, ktore mialy mi sie przydac w hotelu, ktorego i tak w koncu nie dostalam.
Ale co tam to wszystko.
Od rana jestem w innym afrykanskim kraju.
Jestem w Zimbabwe.  
 
 
                  
 
<<wstecz  dalej>>