14 pazdziernika2006r.

__________________________

Odwiedziny Polakow

i angolanski slub

 

 

..:::: W sobote przyjechal do nas Pan Ambasador Rzeczpospolitej Polski z malzonka. Juz dawno nie czulam sie tak wspaniale w towarzystwie i znowu z Polakami. W pierwszej chwili zaczelam nawet zbierac mysli po angielsku, zeby ich powitac, tak odwyklam od Polakow. Kacper potem powiedzial do mnie w kuchni " Fajni ludzie mamo i nie zapomnij, ze mowia po Polsku". Nie zapomnialam. Nagdalam sie z Pania Ambasadorowa. Tez maja trzech synow, najmlodszy taki jak moj najstarszy i tez zaczal studia, tylko ze w Paryzu na Sorbonie. Bylo tak milo, bo ludzie choc swiatowi, to skromni i swojscy. Spedzili kilka lat w Etiopi w Adis Abebie, a wczesniej kilka lat na Wybrzezu Kosci Sloniowej. W naszym domu w Afryce poczulo sie Polska noturalnosc. Pan Ambasador przyniosl nam dwa zaproszenia. Jedno na spotkanie polonijne z okazji Swieta Niepodleglosci na 10 listopada, u niego w Ambasadzie, a drugie na tydzien polskiego fimu dokumentlnego Andrzeja Fidyka. Pierwszy film juz jutro pt. CARNAVAL. Nie moge sie doczekac.

...:::Niestety po trzech godzinach musialam przeprosic i zostawic milych gosci z reszta rodziny, bo wczesniej obiecalam Celeste, ze bede robic zdjecia na slubie jej corki. Przyjechalam punktualnie do ekskluzywnego kondominio (juz tam kiedys bylam na podchodach) i okazalo sie ze nikogo jeszcze nie ma. Przywital mnie mlody, mily angolanczyk i powiedziel, ze angolanczycy sie zawsze spozniaja i ze wszystko zacznie sie najwczesniej za 1,5 godziny. Swietnie, mysle. To ja zostawiam Abasadora i gonie na afrykanski slub, a slubu nie ma. Zadzwonilam do Celeste, ktora zapewniala, ze juz jedzie i zebym czekala. Chlopak wpuscil mnie do mieszkanie przepelnionego przepychem. Pokrecilam sie po domu, wsrod krysztalowych zyrandoli i obszernych na styl barokowych kanap, poogladalam zdjecia w ramkach. Takie inne zycie. Na fotografiach pan domu w  mundurze z czasow wojny  z 1983 r. A tu pan domu z prezydentem Nigerii, a tu w parlamencie. Chlopak porozmawial ze mna, popytal (mowil po angielsku jak ja, wiec swietnie nam szlo). Potem chopak zniknal a ja zostalam w pieknym ogrodzie. Wreszczcie pojawila sie Celeste w towarzystwie swojej licznej rodziny. Siostry, bracia, dzieci, siostrzency, w koncu pogubilam sie kto jest kto i tak. Sami Angolanczycy, wszyscy ubrani jak na krolewskie przyjcie a ja jedna i biala. Ubrana tez inaczej, bo jak wspomniala w jednej kiecce tu przyjechalam i z jednymi sandalami sprtowymi. Co prawda  zrobilam  z soba co moglam, czyli ubralam co mam najlepszego, jakos uczesalam piora i nawet wetknelam za ucho przesliczny kwiatek, ktory znalazlam w ogrodzie przed pieknym domem i aparat nieco usprawiedliwial moj stroj. Celeste przedstawiala mnie wszystkim " meu amiga". Bylo troche zdziwienia, konsternacji na twarzach licznej rodziny, ale w sumie wszyscy chetnie pozowali. Doslownie, szczegolnie dziewczyny, ubrane jak krolewny.

...::: Caly slub to zjawisko. Powiem tylko, ze ceremonia rozpoczela sie z 3 godzinnym opoznieniem, bo panna mloda czesala wlosy u fryzjera. Snulam sie po mieszkaniu i nie moglam nadziwic sie cierpliwosci wszystkich. Po prostu siedzieli i nawet nie rozmawiali. Czesc gapila sie w ogromny plazmowy ekran TV, czesc siedziala na kanapach i bawila sie komorkmi. Dzieciaki jak to dzieciaki ozywialy wszystko. Gdyby nie to, ze potraktowalam calosc jako kolejne doswiadczenie chyba bym nie zdzierzyla. Towarzyszylam  ubieraniu sie Panny mlodej, ktora w rezultacie nie mogla wcisnac zadnej  ze swoich  trzech par butow na nogi, tak jej spuchly (jest w szostym miesiacu ciazy) i choc wystrojona jak ksiezniczka do slubu poszla boso. Wczesniej za wszelka cene porobowalam dopiac jej buta za pomoca gumki, ale sie nie dalo. Cala ceremonia trwala w nieskonczonosc. Ktos w tym czasie zadzwonil do mnie z Polski, ale sie wylaczyl:-) Zrobilam kilka zdjec i wyszlam do ogrodu. Tam zamowilam sobie whisky z lodem i z nudow wciagnelam  kilka czipsow. Martwilam sie o jakosc zdjec , bo mlodzie wyszli po wszystkim na dwor, zeby sie  fotografowac  przy lampach i bananowcach, ale to byla juz szczera noc i jeszcze co chwile zabierali prad. Na szczescie byl tez zawodowy fotograf, wiec poczulam sie lzej....

                          

                                                               Na slubie sama sobie zrobiłam zdjecie

Kiedy skonczyla sie sesja fotograficzna panna mloda poszla ubrac kolejna sukienke i welon. Trwalo to wszystko kolejne godziny. W tym czasie goscie na dole czekali. Potem panna mloda i pan mlody wsiedli w wystrojony samochod i pojechali nie mam pojecia gdzie. Ludzi tez zaczelo robic sie mnie. To i ja pojechalam do domu:-)

Zdjecia nienajgorsze, zwarzywszy ze oswietlenie zadne i buzki czarne. A kiedy teraz sobie pomysle, to swoja droga bylo nie samowite krecic sie wsrod elity rdzennych angolanczykow.

<<<wstecz   dalej>>>