Zimbabwe..:: kwiecien'2007
___________________________
 
             Dzieci z misji w Nkecie
 
 
            
 
Jako chyba juz doswiadczony pedagog, z wieloletnia praktyka pracy pedagogiczno- wychowawczej w polskiej szkole, jako milosnik dzieci zafascynowany czystoscia i naturalnoscia malych i malutkich, jako podobno "dziecko" ukryte w ciele kobiety, jako kombinacja tego wszystkiego, wciaz popycham sama siebie ku dzieciom wlasnie.
Jak juz wspomnialam, cala moja podroz po Zimbabwe, to nie tylko fascynacje podrozniczo- turystyczne.
Nie tylko tez "zelazne" punkty (Wodospady, Gory, itd), nie tylko te miejsca, nie tylko te szlaki, po ktorych chodza wszyscy.
Dzieki serdecznosci przyjaciol dane bylo mi poznac Zimbabwe inaczej, jak i wiekszosc Afryki z reszta. Afryke widzialam, Afryke poznalam nie tylko z punktu widzenia zachlannego turysty, jakkolwiek moze snobistycznie to zabrzmiec...
 
Zycie w Angoli nauczylo, doswiadczylo mnie na tyle, bym mogla pogodzic sie, pojac Afryke na tysiac sposobow.
Ja juz wiem co to znaczy pomagac bez rezultatu, co to znaczy probowac zrozumiec i przezywac, co to znaczy nabrac dystansu, co to znaczy wkurzac sie i sie poddawac, co to znaczy probowac od nowa.
Co to znaczy pomoc jednemu, a czuc sie, jakby pomoglo sie tysiacom... lub nie zrobic nic, bo to bez sensu....
Wszystkiego zaznalam, a w kazdym razie wiele.
A jesli Los, Bog dal mi tyle ile mogl mi dac w tym poznawaniu i zrozumieniu, to i tak wszystko warto bylo... i nie wiem czy to juz wszystko...
 
Dzieci misji w Nkecie, w Bulawayo, w Zimbabwe....
 
Przygladalam sie, patrzylam, fotografowalam....
To calkiem inne dzieci niz dzieci w Europie, w Polsce, to inne dzieci niz dzieci w Angoli, a na swoj sposob tak samo do siebie podobne dzieci, jak dzieci z calego swiata....
To niezwykle przyjemne... patrzec... obserwowac... probowac pojac... wnioskowac....
Wszak, to mali ludzie, osobowosci, male charaktery, z ktorych wyrosnie kolejne pokolenie "wspolczesnego swiata".
Afryka to inny swiat, inny kontynent jeszcze na wiele lat, a moze i na zawsze.
I co z tego...?
Kto powiedzial, ze tam gdzie postep cywilizacji poprzerastal nawet dzieci, ze to jest lepiej i szczesliwiej...?
Kto powiedzial, ze lepiej znaczy miec wszystko... procz milosci, wolnosci, poczucia pewnosci i bezpieczenstwa...?
Ze lepiej to roztrzasac kazdy problem i tkliwic sie nad kazda porazka i sukcesem...?
A moze lepiej to tylko zwyczajnie dorastac, zyc...?
Wszak wlasnie taka zwyklosc, zwyczajnosc rodzila zawsze wyjatkowosci...
 
Dzieci Afryki, dzieci z Zimbabwe, dzieci z Bulawayo, dzieci z Nkety....
 
Nieskazone cywilizacja, kochane bardziej lub mniej, pelne szacunku dla doroslego, pelne milosci i wiary...
Dzieci majace tysiace pomyslow na zabawe (bez komputera), cieszace sie samymi soba, otwarte, radosne...
Dzieci piekne pieknem czystym....
To jakby ostatni Nomadzi zwyczajnego, najprostszego dziecinstwa.
To tu spotkalam dzieci z mojego wiejskiego, beztroskiego dziecinstwa.....
Tu na tym malym kawalku zimbabwskiej Ziemi.
 
          
 
<-wstecz   dalej->