9 maja 2007 r.
 _______________
 
       O zachodzie slonca
   
 
 
                       
                                                     Fragment rzeczywistosci. Przy jednej z glownych drog
 
 
Wyjechalam z  Mandarinias w kierunku pewnego miejsca. Byla godzina 17 czasu miejscowego. Okolo 18 stej robi sie calkiem ciemno.
W kierunku, w ktorym jechalam korek byl niemilosierny (Polacy, ktorzy przyjechali tu ostatnio powiedzieli, ze tego sie nie da opisac, pokazac, to trzeba doswiadczyc). Ale nie to bylo najgorsze.
Przede mna roztaczal sie widok prawdziwie katastroficzny.
 
 
Ktos podpalil wieksza kupe smieci. Prawda to, ze smieci sa tu wszedzie i jest tak, jakby wysypisko bylo co kilka metrow. Jest jednak takie miejsce, gdzie jest ich szczegolnie wiecej.
Plonely dzis ogromne haldy cuchnacych odpadow, a caly dym z toksycznymi oparami spadal na slamsy.
Biedni ludzie nie mogli zamknac okien swoich domow, bo oken i drzwi nie maja, a jak maja to nie da sie ich zamknac i tak.
 
Slonce chylilo sie ku zachodowi i tak pieknie malowalo niebo. Zawsze tuz przed calkowitym zachodem rzeczywistosc zmienia kolory, jest jakby bardziej wyrazna.
W samo poludnie jest tak jasno, ze wszystko w tym czystym blasku jest jakby mniej przejrzyste.
Otworzylam okno i mimo potwornego smrodu nadchodzacej nawalnicy dymu zrobilam zdjecie temu kawalkowi ziemi, tem przedziwnemu tworowi ludzkiej bezradnosci.
 
 
                  
                             Tak zyje tu wielu, tysiace, milony nawet
 
                    
                                Tak wygladaja podworka i ulice na chwile przed tym, zanim zajdzie slonce
 
A potem zatrzymalismy samochod i wysiedlismy na prawie juz calkiem ciemna ulice i tonac w dymie, weszlismy do malego sklepiku. Dzieci sie na nas patrzyly, a ja sama nie moglam uwierzyc, ze jestem, ze stoje w srodku calkiem sporej katastrofy ekologicznej.
Nie wiem tylko, gdzie sie tu konczy katastrofa i gdzie zaczyna.
Czy poczatek to ten cuchnacy dym? Czy raczej poczatek, to kazda bezmyslnie wyrzucona na ulice butelka?
 
                            
                                               Dymy....
 
Ktos podpalil smieci, myslalam ze spłona wszystkie domki, ze spolnie cale miasto....
Ale wszystko jest ok. Smierdzialo potwornie w okolicy i nic nie bylo widac, to wszystko.
 
<-wstecz  dalej->