15 maja 2007r.
_____________
 
 
Dezynfekcja
   
Dzis rano kiedy wstalismy okazalo sie, ze nie ma juz wody zdatnej do picia ( ta z kranu nie nadaje sie). Mieli nam dowiezc, ale nie dowiezli. Panika. Upal taki, ze bez wody nie da sie zyc. Na szczescie w Mandarinias jest troche ludzi. Pozyczylismy 2 litry. Potem okazalo sie, ze nie ma gazu i nie ma na czym gotowac. Z tym bylo gorzej.
A potem jeszcze przyszedl taki pan, ten ze zdjecia i powiedzial, ze bedzie dezynfekowal nasz dom. I zaczal.
Zalal nam mieszkanie smierdzacym plynem. Nie moglismy wejsc don przez ponad godzine. Siedzielismy wiec na schodach i wytapialismy sie w upale.
Najgorsze bylo to, ze o jedenastej mialam wziac Setinia. Jak tu wziac malucha, jak dom smierdzi trucizna.
Jakos jednak sprawnie poszlo i pozyczylismy samochod od sasiadki (ta byla bezsilna tego poranka, bo jej pomoc domowa nie pojawila sie od 2 dni w pracy, ponoc to juz 4 raz (a ja myslalam, ze tylko nasza Tete tak).
Pozyczylismy  auto z kierowca i chlopcy pojechali powiedziec setiniowej mamie, ze malca wezmiemy pozniej.
 
A rano kiedy Tete przyszla do pracy dala mi prezent i powiedzieala "To dla Ciebie, do Polski".
To byl prezent na pozegnanie.4 sliczne filizanki do kawy.
Moja Afryka.....
 
Przed trzynasta poszlam po Setinio.
 
<---wstecz dalej--->