9 czerwca 2007
____________________
Pytania i odpowiedzi
 

Afryka wrasta w czlowieka ... czasem Ci ktorzy przybyli na Czarny Lad i zyja tam nie do konca zdaja sobie z tego sprawe... Ale Afryka staje sie czescia osobistego istnienia, to jak kawalek ciala...., jak jeden z organow bez ktorego tak naprawde nie sposob zyc, tak jak sie zylo dotad.

A jesli juz sie zyje, a potem z dala, to zyje sie z uczuciem, ze Afryka wciaz jest gdzies blisko....

Kiedy patrze na moj kraj...kiedy patrze na zielen traw i kolory kwiatow....kiedy patrze na wszystko co tak bliske sercu....wtedy mysle..... To jest moje miejsce na Ziemi...

A Afryka... ? Zeby tak wrocic jeszcze kiedys i poprawic te kilka nieudanych fotografii... , zeby zrobic jeszcze to czego zrobic sie nie udalo.....

 

- Czy inne biale kobiety, ktore Pani tam poznala maja podobny stosunek do sasiadow?

Inne biale kobiety sa inne, jak kazdy z nas. Trudno mi oceniac co czuja i mysla. Wiem natomiast, ze zadna ze znanych mi bialych kobiet nie chodzila w miejsca, ktore ja odwiedzalm. Wiekszosc z nich nie nawiazuje kontakotow z miejscowymi z roznych, powodow. Mnie zawsze ciagnelo do najprostrzych ludzi, do zwyczajnosci, do przecietnosci. Czasem mysle....moze, dlatego ze dziecinstwo spedzilam na wsi wsrod prostych, serdecznych ludzi.

-Moze wymyslila Pani jakas potrawe, ktora mozna przyrzadzic z produktow dostepnych w Polsce ?

Tradycyjna potrawa w Angoli jest funsz, to dokladnie ta sama potrawa co w Zimbabwe. Tam nazywa sie ja sadza. Gotowana gesta maka, troche jak kasza manna mocno zageszczona i drobno mielona. Gotowana bez dodatku soli. W Zimbabwe podaje sie to z rozgotowana wolowina w sosie wlasnym. Mowie wolowina a nie gulaszem, poniewaz wolowine gotuje sie razem z koscmi. Nie wyglada zbyt apetycznie. A samkuje? Hmmmm...wg. gustu. W Angoli podaje sie to tez czesto z rozgotowana ryba. Wiem ze i wsrod bialych sa amatorzy tych potraw. Nie polubilam tego....

Moge tez zaproponowac ukladane na dnie garnka orzeszki i wypieczone na ognisku. Poza tym nic sama nie wymyslilam, no moze tylko nalesnikami z bananami.

-Jak sie robi nalesniki z bananami?

Nalesniki z bananami robi sie w prosty sposob. Przygotowuje sie tradycyjne ciasto nalesnikowe nieco tylko o gestszej konsystencji, wrzuca sie do niego pokrojone w plasterki dojrzale banany. Mozna tez przekrojone na pol owoce zanurzac w gestym nalesnikowym ciescie i smazyc w glebokim, goracym oleju. A wtedy mamy banany w ciescie:-)

- Jak smakuje jedzenie (gdy nie smierdzi lizolem). Pamieta pani fragment "Miasta Aniolow" z Nicolasem Cagem, gdy on pyta Meg Rayan: jak smakuje gruszka? Ona mowi: sam sprobuj, a on na to: chce wiedziec jak smakuje tobie....

W Afryce kiedy jedzenie nie ma posmaku lizolu smakuje wyśmienicie. Dodatkowym atutem jest mysl, ze udalo sie zdobyc produkty i to ze sa cenne niezwykle, doslownie mowiac. Nie wybrzydza sie wiec tylko delektuje kazdym kesem i cieszy kazdym samkiem, ktory choc troche gladzi nasze podniebienie.

 

-Co dobrego jest jeszcze w tym swiecie dokola Pani, oprocz slonca i dzieci, ktore sa bliziutko piersi mamy?

W tym swiecie jest duzo wiecej dobrego, jest to cos czego nie ma w naszym swiecie. To uczucie spokoju i poczucie wolnosci od wielu rzeczy cywilizowanego swiata.

Byc wolnym od... zbednych przedmiotow naprzyklad, od wrogich i zazdrosnych spojrzen, od uszczypliwosci, od skwaszonych min, od zlosliwosci i intryg, od podkopywania dolkow, od ponizania, od wysmiewania... od znudzenia i apatii, od schematow myslowych i zyciowych, od wyscigow i rankingow... moze nawet od okrucienstwa wolnym byc.. bo jesli ono jest w Afryce, to zawsze wydaje sie bardziej zblizone do tego z natury.

W tym swiecie piekne jest to, ze mozna rowniez stac sie wolnym do... tego, zeby dostrzegac i rozumiec roznice, zeby isc przez zycie z wieka doza tolerancji i zrozumienia i zeby nauczyc sie patrzec na czlowieka i nie porownywac go z niczym i z nikim... by zrozumiec, jak wielka jest w swiecie roznorodnosc kultur, religi, stylow zycia i wreszcie to miejsce, by zrozumiec ze wielkosc istnienie w ogole jest niepojeta, a my jestesmy tak naprawde bardzo mali wobec tej wielkosci.

Afryka nauczyla mnie pokory... nauczyla mnie znosic ciosy, rowniez i te w kraju... az z drugiej strony pokazala mi ze swiat i zycie jest chwila, kruszyna chleba... ze chlebem tym trzeba sie dzielic, a chwile nalezy wykorzystac i miec odwage mowic TAK a kiedy trzeba mowic NIE i nauczyla mnie czegos wiecej, nauczyla mnie  milczec w konfrontacji z glupota i beznadzieja. Milczec nie znaczy godzic sie, ale moze raczej odpuszczac. Bog stworzyl swiat niedoskonaly. Jakby na to nie patrzec. I chyba tak naprawde mimo calej niezwyklosci i piekna czlowieka to wlasnie w czlowieku jest najwiecej tej niedoskonalosci. Cywilizacja te slabosci uwydatnia. Moje podroze i kontakty z ludzmi z wielu krajow swiata uswiadomily mi, to o czym myslalam juz dawno. Ze istnieje obiektywne dobro w czlowieku i tak samo zlo. Czlowiek w swej ulomnosci bladzi i popelnia bledy, ale to calkiem co innego, bladzic a byc zlym, okrutnym, tak samo bywac milym, kiedy trzeba, a byc dobrym naprawde to diametralna roznica. Zlo i dobro w czlowieku. To jak pieklo i niebo w nim.

Afryka otworzyla przede mna niebo w najprostszych ludziach, w wielu ludziach z całego swiata. Ale tez pokazala, a raczej rzucila swiatlo na pieklo jakim moze byc czlowiek.

Kraj, narodowosc, pochodzenie czy wyksztalcenie nie warunkuja wartosci ludzkiego istnienie. To stara prawda sprawdza sie wlasnie tam, gdzie tylu ubogich i prostych. Czlowiek jest po prostu czlowiekiem. Dobro i zlo determinuje jego zycie.Swiadczy o nim. Ale z drugiej strony swiat bez zla nie moglby byc dobry (choc czemu nie?;-) a bez dobra nie daloby sie w nim zyc.

Tu w moim kraju ciesze sie teraz tym, czym cieszy sie kazdy przybysz, kazdy powracajacy. Dostrzegam to czego dotad nie dostrzegalam, przypominam to co zapominialam, doceniam to co mam... probuje zamknac oczy i uciekac od tego co zle.....uciekac nie tak daleko, bo do wspomnien i marzen, ktore zawsze mozna miec...

Zycie warte jest tego by dobrze zyc. Dobrze nie tylko dla siebie samego. Dobrze po prostu, to prawdziwie i szczerze wobec wszystkich i wszystkiego takze wobec swego sumienia.

-Czy mama Setinia umie czytac?

Na pewno nie... ale jej serce jest tak wielkie, niemal jak umysly wielkich myslicieli, jej wielkosc ukryta w prostocie przycmiewa wielkosc banalnych wielkosci ... Ta kobieta to przyklad czystego, naturalnego dobra nie podszytego niczym.......patrzac na oczy setinhowej mamy zrozumialam jeszcze bardziej, ze istnieje to dobro i zlo o ktorym wspomnialam. Setinhowa mama nie ma pojecia, ze tak o niej mysle, dobrze mysle, nie ma pojecia, ze mysle o niej w ogole, nie wie tez ze jej maly synek Setinho jest taki znany tu w Polsce, nie wie ze jej dziewiate z kolei dziecko jest w sercu kilku, moze kilkudziesieciu ludzi z Polski. Dobra Setinhowa mama to dobry czlowiek.

- Jak tam funkcjonuja malzenstwa?

Malzenstwa w Angoli i w Afryce w ogole sa mieszanina cywilzacji i etnicznej kultury. To nienajlepsza mieszanka. W niektorych krajach wciaz istnieja malzenstwa poligamiczne, choc wspolczesnosc narzuca monogamie. To monogamia nie sprawdza sie tam nadto, choc oczywiscie zdazaja sie malzenstwa funkcjonujace podobnie jak u nas tzw. dobre malzenstwa. W Angoli mowi sie o tym, ze kiedy jest sezon dojrzewania maruli i przyrzadzania miejscowego specyfiku alkoholowego, likieru amarulo to wtedy wszyscy moga kochac sie ze wszystkimi, mezowie wybaczaja zdrade zonom a zony mezom i mowi sie wtedy "No coz, przeciez to sezon amaruli".

Troche w tej anegdocie prawdy, troche nie....

                                                                                                                                                   Dla OIK Dorota Łajło

<<<-------wstecz       dalej-------->>>