30 czerwca 2007 r.
__________________
Afryka i tu.....
 
 
fot. Dorota Łajło. Jeden z zachodów słońca w Luandzie.
 

Wcześnie rano ruszamy w drogę. Po kilku godzinach dojeżdżamy do Bielska Białej. Tu w jednym z domów położonych u podnóża Beskidów poznaje Waltera i jego żonę. Walter spędził kilka lat w Angoli. A więc jest nas coraz więcej. Gościna, zwiedzanie miasta.

Późnym popołudniem spotykam się z o. Tomkiem. Przyjechał z Gliwic, żeby omówić szczegóły IGM w Starej Wsi. Owocne spotkanie, opracowujemy niemal szczegółowy plan moich "afrykańskich działań" w Starej Wsi.

Jest trochę śmiechu, kiedy się ściemnia a ja nie znam drogi do domu położonego u podnóża gór. Michała komórka odpowiada "Abonament jest poza zasięgiem". Krążymy więc po ulicach miasta, które dopiero co poznałam. Szukamy mojego noclegu. Jedyny szczegół, który może poprowadzić nas do celu, to to,  że właściciel domu ma na imię Walter i że z jego ogrodu widać stok narciarski. Ale to wciąż za mało, żeby znaleźć dom. Wreszcie odzywa się Michał (fajowo, że sobie przypomniał o moim istnieniu). Wesoły jak zawsze "Komórka mi się rozładowała, ładowałem w domu, a my na ogrodzie. W prawo, w lewo, wiesz i będziecie na miejscu".

Wszystko szczęśliwie się kończy. Zasiadam do kolacji i wznosimy toast za spotkanie Polaków z Afryki, tu na polskiej Ziemi.

Późno się robi i zimno, Walter okrywa mnie grubym kocem w czerwona kratę, bo cala telepie się z zimna. Wspominamy wieczory w Angoli, upalne, wilgotne wieczory i noce, kiedy to można siedzieć w sandałkach i krótkim rękawku, tylko na komary trzeba uważać.

Polskie wieczory mają swoje "komarowe" zalety. My z Angoli nie boimy się polskich komarów ba, nawet je lubimy, bo nie ma przyjemniejszej myśli niż ta, że ukąszenie komara może tylko poswędzieć i nie ma nieprzyjemniejszej niż ta, że może właśnie "to" ukąszenie to rychła malaria.

Przy komarach zatrzymujemy się na dłużej, ja nawet ( po kilku toastach) wyciągam tabletki na malarie, które wciąż mam przy sobie. Pani Bożena (lekarz) mówi, że już nie zachoruje, bo malaria się wylega do miesiąca . Chowam jednak tabletki na swoje miejsce i myślę "Jeszcze jednak niech będą przy mnie, tak jakby co."

Siedzimy u podnóża polskich gór, rozmawiamy o życiu, rozmawiamy o Afryce.......noc ...świetliki... pierwszy raz w życiu zobaczyłam świetliki... Nie wierzyłam, że istnieją, prawdziwe, latające, maleńkie lampioniki. Ale teraz uwierzyłam...

Jutro dalej w drogę....

<--wstecz  * *  dalej -->