1 lipca 2007 r.
________________
 
Afrykańskie spotkanie w Żerawicach
 
 
Żerawice. Maleńka  wioska położona na Morawach, w Czechach. To tu znajduje się dom rodzinny mojego (naszego) przyjaciela Roberta, Ambasadora Czech w Angoli.
Nie da się opisać radości takich spotkań, jak to teraz, my, tu, wszyscy z Afryki w Europie.
Piękne, słoneczne południe. Jedziemy na piwo do Kiejewa, a potem zwiedzamy naprawdę malowniczą wioskę.
Gościnie nie ma końca. Podziwiamy ogromne winnice, próbujemy miejscowego napitku-śliwowicy i zachwycamy się letnią naturą Moraw/Czech/Europy.
Najpierw zapierają dech ogromne plantacje maku (ponoć tu nie ma narkomanii:-)potem toniemy w słonecznikowych polach, by wreszcie spacerować po winnicach i sadach, smakować prosto z drzewa, dojrzałe morele.
 
Morawy są takie piękne, a Żerawice tak gościnne, że my Polacy i Białorusini z Afryki nie możemy nacieszyć się chwilą.
 
I co się okazuje?
Że Afryka wciąż jest odniesieniem wszystkiego. Naprawdę tak jest. Każda rozmowa niemal sprowadza się do..., nie powiem, że do porównań, ale wspomnień na pewno ...
 
Zrobiłam dziesiątki zdjęć z Moraw, Żerawic (wkrótce kilka na stronie)
ale najbardziej zachwyciła mnie spglądająca zza płotu Wendulka.
 
-Jak masz imię? (Michał studiował w Pradze, zna język, więc mi pomagał w pogawędce)
 
-Wendulka ( zatkało mnie, dźwięk głosu tej malej dziewczynki i to śliczne imię, które poznałam kiedyś czytając jakąś książkę)
 
-Wendulka? Masz piękne imię...
 
Prawda?
 
       Afryka w Żerawicach....

      

          Wendulka

fot. Dorota Łajło. Czechy/ Morawy/ Żerawice. 1 lipca 2007 r.

Chciałoby się aż tylu pozdrowić....ale choćby Maruske i Honse....:-)

<<---wstecz   dalej--->>