21 lipca 2007r
______________
Pozdrowienia z wakacji
   
 
                
                    20 lipca 2007 r. Sopot
 
Powrót do kraju nie oznacza konca moich podroży. Nie mam pojęcia czy to kwestia świerzbiących mnie stóp, czy coś innego?
Ale wciąż jadę, ale i przecież nadal mam wakacje. Najdłuższe i najbardziej niesamowite wakacje w moim życiu.
Polska teraz wydaje mi się taka mała, jak kropelka albo kruszynka, jak kto woli. Każda odległość w ojczyźnie łatwa do pokonania. I nie ważne w jaki sposób i czym, gdzie, nie ważne w jakich warunkach przyjdzie mi spędzić noc, bo wiem, że wszystko będzie łatwe, a jak nie, to do przeżycia. A kiedy pomyślę, z każda moja podróż to spotkanie z kimś, kto na mnie czeka, to nawet nie zastanawiam się nad trudami.
Kiedyś próbowałam policzyć ile razy leciałam samolotem?  Straciłam rachubę na 30. Ile godzin   czekałam w bezczasie? To okazało się niepoliczalne.
Ile setek kilometrów za kierownica?...
 
Z moich maleńkich podróży (maleńkimi nazywam te po kraju) wyciągam, ja rybak z sieci setki ryb, tak ja setki wniosków.
Zastanawiam się czasem, czy zetkniecie z inną kulturą, doświadczenie w poznawaniu ludzi z różnych stron świata ułatwia mi  spojrzeniu na mój kraj, na moich rodaków nieco tolerancyjniej.
Otóż nie. Chyba nie. O ile tak łatwo znieść luandyjskie korki o tyle zablokowaną Warszawę czy Gdańsk nieco trudniej. O ile przełykałam opieszałość afrykańskich ekspedientów i urzędników o tyle nie potrafię tak łatwo znieść polskiego cynizmu i braku szacunku dla drugiego człowieka. Nie potrafię też zrozumieć, że pieniądz może stanowić wartość szczególną, nadrzędną i bywa tu często przyczyną intryg, sporów, przymusu, szantażu, a nawet potrafi zniszczyć przyjaźń. Pieniądz też, czyni ludzi smutnymi, kiedy praca człowieka jest trudem niedocenionym, niewspółmiernym do płacy.
 
Tak dobrze pamiętam wioskę Buszmenów.... tak dobrze pamiętam....
 
Cywilizacja równa się pieniądz, cywilizacja równa się wiele innych dobór... cywilizacja równa się wielki chłód czasem...
 
Ale nie chce narzekać na kraj, na ludzi, bo pomimo to wciąż nie mogę nacieszyć się tym wszystkim co tu, nie mogę napatrzeć się na Polaków, na Polskę....
 
Gdybym tak potrafiła ująć w słowa wszystko to co czuje, jako człowiek powracający z trudnego kraju....innego z innych....
Nie potrafię...
 
Moje doświadczenie nie uczyniły mnie lepszą, moje doświadczenia sprawiły, że życie tu bywa dla mnie samej trudniejsze wewnętrzne. Trudniejsze, bo refleksyjne, porównawcze, wymagające, czasem "przymrużenie oka". Czasem muszę nisko zginać kark, może niegodnie, bezbronnie, koniecznie, ale świadomie i godnie wewnętrznie.
Tak wielu z nas czasem tak czyni....
Czasem musi tak uczynić....
Ale jednocześnie wiem, że nie ma innego kraju niż Polska , w którym chciałabym żyć. Nie ma na pewno.
Dlaczego?
 
To nic, że świat jest taki piękny... pustynie, morza i oceany, drzewa i ptaki, piękni ludzie.....
to nic....
To nic, że tak fascynują mnie rysy twarzy ludzi świata, to nic....
 
z tego miejsca będę patrzeć na świat
z tego miejsca wyciągnę setki ryb
w tym miejscu zacisnę usta i zęby...
tu chcę się uśmiechać....
chcę tu żyć
 
a i tak szukam wciąż
czegoś szukam...
co to takiego?
jak wygląda?
jak się nazywa?
gdzie się ukryło
i czy w ogóle istnieje?
a jeśli tego nie ma?
 
to nic
 
wciąż chcę wierzyć, że jest....
 
bo to może mieć na przykład jasne włosy, jak len...
bo to może mieć usta jak serce
bo to może mieć serce jak serce....
 
 
fot. D. Łajło. Sopot lipiec 2007r. "może mieć na przykład jasne włosy, jak len...
 
W życiu najpiękniejsze jest to, że jest takie różnorodne
że czasem nawet pozwala nam wybierać...
 
a jeśli już tylko naprawdę możemy
jeśli nie czyni za nas tego Bóg, los, albo przypadek
wybierajmy to co najlepsze dla człowieka...
nie tylko dla siebie...
 
fot. Dorota Łajło. Namibia /styczeń 2007. "Usta jak serce, serce jak serce"
 
i nie zapomnijmy nigdy i wierzmy
że naprawdę istnieje czyste dobro
czyste jak oczy szczęśliwego dziecka .......
 
fot. D. Łajło. Sopot/lipiec 2007
 
<<wstecz   dalej>>>