A w Polsce już jesień...
__________________________
 
 

W Polsce już jesień...

Znowu mogę o niej opowiadać.
Znowu szukam palcami małego listka brzozy, który schował mi się we wlosy.
A kiedy chodzę po lesie zdejmuje z twarzy pajęcze sieci, w które wplątuję się co chwila, niszcząc przy tym zasadzki pająka, rozciągnięte miedzy drzewami.
Za każdym razem jednak, żałuję swego czynu i ze zwiększoną uwagą oglądam prześwity między pniami, by nie uszkodzić kolejnej sieci misterniej utkanej w celach pajęczego przetrwania.
 
Zbieram wrzosy te, które jeszcze nie całkiem przekwitły.
Wrzosowo- liściowe bukiety przynoszę do domu.
Suszę grzyby, a w mglisty poranek przecieram spocone szyby samochodu.
Przyszedł już czas na rękawiczki, czapeczki i inne dodatki,
bo oto właśnie zaczął się sezon czerwonych nosów, uszu i  zmarzniętych dłoni.
 

Poranek nigdy nie jest tu zupełnie cichy, choć odleciały już najbardziej świergotliwe ptaki.

Zawsze jednak można liczyć na choćby zmarzniętego wróbla, czy sikorki, które wyglądają na  ciałkiem szczęśliwe i prawie, jak na wiosnę robią sporo hałasu.
Tak wiec w każdym polskimi poranku szukam choć odrobiny afrykańskiego nastroju.
I o dziwo, każdego poranka go znajduję.
Każdego poranka przenoszę się choćbym na kila minut w tamte miejsca, w tamte czasy....
A wszystko za sprawą tych kilku ptasich śpiewów,  załamanego na plocie promienia słońca i myśli zapisanych we mnie, jak na skale.

Bywam tam, bywam w Afryce.

<-<-<      ***     >->->