14 listopada 2006 r.

______________________

Naleze do tysiaca obcokrajowcow ...

 

....:::: Lekko nostalgiczny poranek w sercu Afryki. Jakby wszystkiego bylo malo slucham sobie polskiej muzyki i sie rozplywam. Podspiewuje tez troche:-) Za 4 dni mam leciec do kraju. Mam juz bilet nawet, ale dalece prawdopodobne jest to, ze nie polece, bo nie mam paszportu. Musialam oddac go do biura emigracyjnego zaraz po przyjezdzie, zeby przedluzyc wize. Do tej pory paszportu nie dostalam. Nie tylko ja. Naleze do tysiaca obcokrajowcow, nieszczesnikow uwiezionych w tym cudnym kraju. Kiedy dociera do mnie mysl, ze rzeczywiscie jestem tu uwieziona to mnie ciarki przechodza. Nie ma argumentow, autorytetow, nie ma slow, ze ktos musi chocby z powodow rodzinnych. Nie moge wydostac sie z Angoli, bo moj paszport lezy w stercie innych paszportow i nikogo to nie obchodzi. Odzyskanie paszportu jest tylko i wylacznie dzielem przypadku. Ktos probowal ostatnio przez znajomego odzyskac swoj, ale dostal taka informacje" Szukalem, ale nie moge go znalezc w ogromnej gorze niezalatwionych dokumentow". Prosze wybaczyc nieladne slowo , ale jestem w "pierdlu". Wczoraj zaszedl Gordon i mowil, ze tez poczul sie tak troche, kiedy dotarlo do niego, ze nie moze sie stad wydostac, kiedy zechce i ze Tom mial leciec w sobote do Londynu i nie polecial. Wiadomo dlaczego. Wszystko co moge to czekac i miec nadzieje. Angolczycy sa wielkimi patriotami i maja ogromne umilowanie dla swojego kraju. Chodza w koszulkach, czapkach, spodniach z symbolami narodowymi. Nierzadko spotykalam sie z tym jak Panowie po kilku piwach wykrzykiwali, "To jest nasza Angola, wolny kraj". Fajnie. Ale troche czasem by sie powstydzic wypadalo, chocby za kupy smieci przy glownych ulicach prowadzacych do siedziby wladz, powstydzic by sie tego, ze tylu ludzi musi tak nedznie zyc, ze tyle biednych dzieci, a i tego ze daje sie swiadectwo swojej niedbalosci, nieudolnosci ludziom z calego swiata, ktorzy przyjechali tu, badz co badz w wiekszosci, by pomoc podniesc sie temu krajowi. Turysci tu nie przyjezdzaja.

Siedze i slucham polskiej muzyki i wszystko co moge to czekac... Moge tez skoczyc na piwo do przydroznego baru, o ktorym juz wspominalam. O takiego :-)

     

 To wyjatkowo wypasiona wersja, bo zacieniona i na puszkach widac napisy, informujace co mozna tu kupic.

Moge tez wybrac sie na przejazdzke w samo poludnie i utkwiec w korku, bo paliwa tu w brud i takie tanie, ze samochodow jest tyle na ulicy, co mrowek w mrowisku (drog nieadekwatnie malo) i sporo stacji benzynowych o takich:-)

      

To tez wersja wypasiona, bo calosc stoi na porzadnym stojaku (stara deska do prasowania) Zazwyczaj na kamieniach, a paliwo sprzedaje w litrowych butelakach po winie( nie korkowanych)

...::: Nie pojde na piwo, ani nie pojade na przejazdzke. Za chwile ide do piekarni po bialy chleb (bulki) innego tu nie ma. Pojde tez do sklepu i kupie pieluszki malemu Setinio, bo osatnio nasikal mi na spodnice. Setinio jest slodkim bobasem, ktory lubi zdejmowac mi okulary. Setinio wraz z mama caly dzien spedza pod drzewem i sprzedaje owoce. Nie potrafi jeszcze chodzic. Siedzi wiec na ziemi i czesto sie usmiecha.

                                                               

                                                                                 Setinio

<<wstecz   dalej>>