17 listopada 2006 r.

____________________

 

   

Modliszka

 

 

...::: Do godziny pietnastej siedzialam i patrzylam na telefon. Nawet w czasie spotkania w kondominio nafciarzy. Bedzie paszport czy nie. I wiedzialam. Nie. Jakson ponoc probowal go wyrwac z Imigration. Cienko mu poszlo. Mysle, ze za pozno sie zabral i w ogole szkoda slow. Londyn tez czekal na wiadomosc, czy przebukowac bilet czy nie. Lot zostal przelozony na za tydzien. Tylko nie wiadomo czy przez tydzien ten paszport odzyskam. To chore i beznadziejne. Tu nic nie mozna zaplanowac. Wszystko co mozna to siedziec i czekac. Bede czekac. Jak przylecialam w lutym do Zimbabwe, to kupilam wize  na lotnisku. Nie pamietam za ile dolarow, ale niewiele. Trwalo to kilka minut tuz po odprawie. Co prawda wpisali mi inne imie, ale co tam. Tu przez 2, 5 miesiaca nie mam wizy, a zamiast paszportu poruszam sie z jakims zastepczym swistkiem, ktory mowi ze moj paszport jest w Imigration i czeka w niekonczacej sie kolejce. Zimbabawe podupada mocno, ale jeszcze zostalo tam cos zdrowego z przeszlosci.

...::: Wieczorem przyleciala do nas  modliszka. Usiadla sobie na lampie. Piekna, najpiekniejsza tego dnia.

I list od mojej uczennicy Karoiliny :"Jednak mam nadzieje ze niedlugo wroci pani przynajmniej na jakis czas do Rzepina... A zapewne ma pani w planach powrot gdyz {naprawde nie klamie} snila mi sie pani wlasnie w naszym malym miasteczku". Karolinko. Fajny sen:-) Trzymaj kciuki.

fot. Dorota ajo, 17 listopada 2006 r. Afryka.

<<<wstecz   dalej>>>