20 listopda 2006 r.

___________________

Czekac

 

....::: W Afryce czeka sie przez wielkie "Cz". I naprawde mozna sie tego nauczyc. Niekoniecznie polubic, ale mozna nauczyc sie zbroic w cierpliwosc. Uzbroilam sie wiec i zbroje na tysiace sposobow kazdego dnia.

W sobote 8 godzin spedzilismy w klinice, czekajac na: lekarza, na badania, na wyniki, na wizyte, na lekarstwo. Poza tym lekko dalo sie odczuc, ze sa tez tu tacy ludzie, co mysla sobie tak: "Jesli jestes bialy to poczekasz jeszcze dluzej". Zdarza sie tak czesto. Mowi sie tez nieoficjalnie, ze to dotyczy rowniez sprawy paszportow, a i ze sa tez taki firmy, ktorych prcownicy musza szczegolnie dlugo czekac, bo nie chca dawac lapowek, bo lapowek dawac nie moga. Bo sa tu po to by lapowkarstwo zwalaczac.

W tym kraju bialych jest naprawde niewielu. Niewielu smialkow chcialo tu zyc, kiedy byla wojna. A i teraz jest wielu, ktorzy omijaja ten kraj z daleka, z tysiaca waznych powodow. Jednym z nich jest np. to, ze jest to miejsce o jednej z najwiekszych czestotliwosci zachorowan na malarie. Zrujnowana gospodarka, choc dla wielu to dobre miejsce na szybki interes i latwe pieniadze, to raczej nie przyciaga. Brak mozliwosci poruszania sie po drogach w kraju (zniszczone wojna mimo, ze wiekszosc juz rozminowana, to wciaz nieprzejezdne i niebezpieczne). Niski poziom higieny a tym samym zwiekszone ryzyko zarazenia wszelkiego rodzaju chorobami przewodu pokarmowego i jeszcze wiele, wiele innych powodow.

Wiekszosc bialych przyjechala tu pracowac we wszelkiego rodzaju firmach z calego swiata, ktore w jakis sposob maja polepszyc gospodarke i ekonomie Angoli. Swiatowe banki udzielajace pozyczek na odbudowe zniszczonego wojna kraju zawsze naciskaja na rzad aby rozpoczal od modernizacji cla, jako dziedziny przynoszacej najwieksze wplywy do budzetu panstwa. Wlasnie tym zajmuje sie firma dla ktorej pracuje moj maz. Tu sie nie tylko pracuje. Tu sie przede wszystkim uczy jak pracowac. Nie bede sie wypowiadac, ze ta praca to czesto harowka, bo tak do konca nie wiem, choc widzialam juz wielokrotnie i wiem co to znaczycz uczyc. Latwo sie domyslic, ze importerzy cla nie lubia a ludzie maja sklonnosc do lapowkarstwa. Tak jest i bylo zawsze i wszedzie. Dlatego praca w cle, szczegolnie tu jest trudna i niebezpieczna.

Wracam do czekania

Spokoj. Afrykanczycy kiedy czekaja wygladaja jaby zapadali w letarg, jakby zwalnial im sie metabolizm. Jakby byli obecni tylko cialem, a ich duch odplynal. Chyba w tym tkwi tajemnica ich wytrwalosci w czekaniu. Ja wciaz czekam inaczej, wciaz czekam po europejsku, po polsku, ale i tak coraz bardziej wytrwale. Czekam wiec, czekam i czekam....To czekanie wypelniam czym sie da, na swoj sposob, tak zeby wykorzystac kazda chwile. Chocby na marzenia, na wspomnienia.

W sobote:

Miedzy innymi moja fascynacja Chinami zaciagnela nas po raz kolejny do chinskiej reastauracji, gdzie bacznie przygladalam sie stopom Chinek, szukajac sladow makabrycznej tradycji 'Krepowania stop". Na szczescie tradycja ta juz nie istnieje, wiec niczego takiego nie zauwazylam. Natomiast moglam sie cieszyc na tysiac sposobow tym co bylo tam bardzo chinskie np. w WC lusterko siegalo mi na wysokosc piersi, bo Chinki takie malutkie. A przy muszli klozetowej stal malutki stoleczek, zeby Chinki mogly siegnac do sedesu. Smiesznie tam bylo.

Tu w Afryce wszystko jest "bardziej". Nawet Chinczycy sa bardziej. Na pewno bardziej niz w Polsce. Jest ich tu naprawde wielu a ich restauracje sa szczegolnie dla nich, nie dla miejscowych. W kazdym razie kiedy tam przychodzimy jest milo i juz uznaje sie nas za stalych bywalcow.

...:::Przez okno restauracji widac kawalek nadbrzeznego zycia Luandy. Stoi tam taki dom.

                           

Jego prawdziwe zycie toczy sie "pod domem" czyli na ziemi miedzy starymi beczkami, ktore stanowia fundament. Tam jego mieszkancy maja rozscielone plachty do spania, tam leza jakies przedmioty. Mysle, ze ktos kiedys chcial zrobic z tego prawdziwy dom na styl europejski, ale porzucil to, nie wiedziec dlaczego. Tu czesto widac takie rozgrzebane, porzucone "nibydomy", ktore innym sluza za domy.

W pewnym momencie przy tym domu pojawil sie policjant. Widzialam jak nalozyl siedzacej w jasnoseledynowej bluzce kobiecie kajdanki. Dlugo cos do niej mowil, popychal ja butem, a ta wciaz siedziala. W pewnym momecie wyjal palke policyjna i zaczal nia okladac dziewczyne po plecach. Ta wciaz siedziala. Znowu do niej mowil i znowu ja okladal. Drugi w tym czasie wczalgal sie pod dom i czegos szukal. Cala akcja trwala dobra chwile. Skonczyla sie zanim skonczylismy jesc. Policjant zdjal dziewczynie kajdanki i poszedl. Ten drugi tez.

W tym czasie tuz obok, w oceanie pluskaly sie dzieci

                     

A ciut dalej toczylo sie inne zycie, w innym domu. W takim domu.

 

                                

A w tym wszystkim na plazy ktos ustawil calkiem cywilizowny, nowoczesny smietnik, ale nikt go nie oproznia, bo nie ma potrzeby. Nikt tam smieci nie wrzuca.

...:::Wciaz sie dziwie, ze juz prawie przestaje sie dziwic temu wszystkiemu co tu widze. A jednak podobno skoro tak mowie, to nadal sie dziwie. Bu tu jest najdziwniejszy swiat jaki kiedykolwiek widzialam. Kiedy sie tu zyje, to ma sie wrazenie, ze zycie jest spontaniczna karuzela, niesterowanym okretem, dzielem jakiegos szalenego przypadku.

Kiedy jest sie juz dojrzalym czlowiekiem o uksztaltowanym swiatopogladzie, wartosciach, ideach, to tu jest takie miejsce proby. Proby autentycznosci i sily wlasnych przekonan i wartosci. Tu jest tez idealne miejsce na obalenie wlasnych schematow myslowych, wszelkich regul i wielu norm.... Tak mi sie wydaje:-)

 

<<wstecz  dalej>>