23 grudnia 2006 r.

________________________________________________

Wrocilam z wakacji w Polsce...

Jedno z pierwszych zdjec zrobionych innym apatratem. Afryka znow .....

                          

 

   Znowu w Afryce...

 

 

 

...:::Dzis rano z kilkugodzinnym opoznieniem na lotnisku w Luandzie wyladowal moj samolot. To prawie cud, ze jednak wydostalam sie z zamglonego i zatloczonego Heathrow.

Z bagazami pelnymi swiatecznych podarkow i przysmakow na wigilijny i swiateczny stol stanelam znowu na afrykanskiej ziemi. Pobielala skora od polskiej, choc wyjatkowo cieplej zimy, mocno kontarastowala z afrykanskim sloncem. Juz na lotnisku zaczelam zdejmowac warstwy ubran, ktorymi pokrylam sie w Polsce.

Upal, kurz, ruch, luandyjska rzeczywistosc....A jednak nie to samo wrazenie co pierwszy raz. I dobrze. Dosc szybko poczulam, ze prawie nie wyjezdzalam, choc miesieczna wizyta w Polsce byla dla mnie wspanialym czasem odwiedzin i wielu spotkan. Nie sposob wymienic wszystkich i wszystkie miejsca, w ktorych bylam. Zjechalam Polske od Trojmiasta po Krakow. Oswiecim, Wieliczka, Poznan, Warszawe, Slupsk i inne (Iw, Twoj Gdansk jest taki uroczy, Panie Waldemarze, Krakow taki piekny, a Krakowski Stary Rynek swiatecznie przystrojony zapieral dech w piersi. Nie moglam sie nacieszyc straganami pelnymi aniolkow, koralikow, piernikow). Jeszcze bardziej przekonalam sie, ze moja Ojczyzna to piekny, uporzadkowany swiat, dobry kraj, nawet jak nie wszyscy tak mysla z wielu powodow. Dla mnie taki jest i tak bardzo kontrastuje z rzeczywistoscia tu.

Dobrze bylo znowu Tam byc... ale i fajnie jest wrocic....

...::: A tu...czas tak wspaniale sie zatrzymal. Moj maly Setinio  jak zawsze siedzi z mama na ulicy (wyrosly mu dwa zabki na dole). Choc ma niespelna 8 miesiecy, poznal mnie, cieszyl sie i od razu  poszed na rece. Przywiozlam mu podarki z Polski, w tym mojego ulubionego misia, ktorego dostalam 3 lata temu. Gatki dostal, koszulki, slodkosci... Cieszyl sie malec i mama. Bedzie mial w czym taplac sie w blotku.

....:::: Kacper powiedzial, ze bez ubierania choinki to nie swieta... ubral dzis wiec okno w lampki i aniolki, a ja przywiozlam swieza galaz sosny i przystroilam ja jak choinke... koledy polskie plyna z glosnika i jest prawie jak w domu. Bo my w domu przeciez. Tu wszystko na miejscu, tak jak zostawilam....i rodzina....

...::: Moj ukochany Canon poszedl w dobre rece, zrobilam nim tyle zdjec....i fajnie, ze ktos inny moze sie nim teraz cieszyc, sentyment pozostal...

      
                                                                         Dzis Setinio dostal miska z Polski
                                
                

                                                Pierwsze spotkanie ze slodkim Setinio

<<<dalej  wstecz>>>