24 grudnia 2006 r.
 
Wigilia
______________________
   

...::: Rano chlopcy pojechali z Philem i Tomem na ryby. My na ostatnie zakupy. W calej Luandzie od kilku dni nie bylo jajek, a dzis kobiety na ulicy handlowaly jajkami sprzedajac je za podwojna cene.

Luanda jakby bardziej odswietna, bardziej posprzatana. Tu i owdzie widac ogromne smieciarki i ludzi w kombinezonach zbierajacych haldy smieci. W ciagu miesiaca oddano kilka nowych asfaltowych drog. Padaly deszcze, wiec mocno sie zazielenilo i czesc smieci ukryla sie w zaroslach. Luanda jakby piekniejsza.

Bardzo goraco. Zar z nieba sie leje. Od rana slonce grzeje niemilosiernie. Jeszcze sie nie przyzwyczailam. Troche szok termiczny. Filip zdazyl spalic skore, bo wyszedl na basen na 15 minut.

   

   Wigilia w Ambasadzie Rzeczpospolitej Polskiej

...::: Nie zabraklo niczego, co polskie. Szczegolnie atmosfery. Pani Ambasadorowa przygotowala wspaniale, pyszne potrawy. Byl barszcz z uszkami, pierogi z kapusta i grzybami, lazanki z makiem. My zrobilismy salatke, przygotowalismy ryby z Atlantyku (to zamiast karpia), byly pyszne ciasta, ryba w galarecie. Zapomnialam sledzi. Mialam dola z tego powodu, bo wszyscy na te sledzie czekali. Zostaly w lodowce, w moim domu w Polsce, cale 4 paczki. Byla tez choinka i mala galazka sosny, ktora przywiozlam z Polski i moc prezentow. Z Polski przywiozlam oplatek. Na Wigilii procz Panstwa Ambasadorow, nas byl tez Pan Jerzy, Polak, lekarz ginekolog, przesympatyczny czlowiek. Przyjechal tu kiedys na 6 miesiecy i tak zostal na 26 lat. Byl tez lekarz- chirurg z Bialorusi z malzonka. Mieszkaja tu juz 15 lat. Troche niesamowita Wigilia, niezwykle przyjemna.

                                                         

Dziekuje Pani Uli i Panu Piotrowi, Ambasadorowi RP w Angoli za zaproszenie nas na polska ziemie, na polska Wigilie, za stworzenie wspanialej, rodzinnej atmosfery.

 

                                                   

       Pasterka w Ambasadzie Watykanu

               

...::: o 23 wybralismy sie na Pasterke. Kiedy zatrzymalismy samochod przed wytwornym domem i wysiedlismy z samochodu, podazajac za niezwykle elegackim straznikiem, zapytalam Pana Ambasadora nietaktownie "Czy to aby na pewno Kosciol katolicki?" Potem bylo mi dane spalic sie ze wstydu za to beznadziejne pytanie. Pan Ambasador odpowiedzial "Tak, prosze byc spokojna, wlasnie witac nas bedzie Nuncjusz Papieski". I rzeczywiscie....a potem przywitalam sie czule (buzi w policzki) z czescia Korpusu Dyplomatycznego. Podobno jednego roku na Pasterke przybyl tez Ambasador jednego z muzulmaniskich krajow.:-)

                                                                                     

Kosciol piekny, a Msza odprawiana w j. portugalskim bardzo uroczysta. Brakowalo polskich koled, ale pospiewalismy je w Ambasadzie. Po Pasterce w przeslicznym, okazalym ogrodzie Ambasady Watykanu czekal poczestunek, wloskie przysmaki. Niestety za mocno nakarmilam sie na naszej Wigilii. Atmosfera byla wspaniala. Mile Siostrzyczki krzataly sie miedzy nami. Dostalismy zaproszenie na cotygodniowe Msze w Ambasadzie Watykanu. Milo.

Do domu wrocilismy grubo po polnocy. Przejezdzalismy przez murzynskie osiedla. Luanda swietowala, tanczyla, spiewala przy blasku ksiezyca i niklym swiatelku jakie daje plomien ognia wydostajacy sie z butelki po piwie.

Na Niebie swiecilo cale mnostwo gwiazd i bylo bardzo cieplo.....choc to noc...

<<<wstecz  dalej>>>