25 grudnia 2006 r.

__________________

Boze Narodzenie w Mandarinias

                                

                                                                    Alicja

  ...:::Alicja ma 4 latka. Przyjechala do Mandarinias kilkanascie dni temu. Tu czekal na nia jej tata i nowy dom, drugi dom, bo jak kazde z dzieci tu i ona ma dwa domy. Alicja ma chyba nawet trzy domy. Pierwszy jest w Japonii, skad pochodzi jej mama, drugi w Australii skad pochodzi tata, a trzeci tu w Mandarinias. Sw. Mikolaja spotkala w Afyce, w Angoli, przyszedl na jej podworko w czerwonym kubraczku. Musialo mu byc potwornie goraco.

Alicja wziela mnie za reke i razem poszlysmy do pralni. Zaczela ze mna rozmawiac. Nie zrozumialam. Spytalam jeszcze raz, znowu nie zrozumialam. Zorientowalam sie, ze Alicja mowi do mnie po japonsku. Te miedzynarodowe dzieciaki czasem zapominaja w jakich sytuacjach maja uzywac ktorego jezyka. W kazdym razie fajnie bylo rozmawiac, ja po angielsku, ona po japonsku i angielsku.

...::: Swiateczne przyjecie zorganizowal Tom i kilku jego mlodych przyjaciol. Przy stole suto zastawionym potrawami z calego swiata bylo gwarno i wesolo. Naprawde przesympatycznie. Takie inne Swieta, upalne, miedzynarodowe, pelne uroku.

           

                                     Przy swiatecznym stole

I nagle glos:

" Wszyscy z Polski podnosza reke" ( bylo nas siedmioro razem, bo zaprosilismy Panstwa Ambasdorow)

A potem tyko slychac bylo " Dania, Australia, Nowa Zelandia, Anglia, Walia, Chorwacja, Filipiny, itd.....

Nas i Australijczykow bylo najwiecej, po rowno, po siedmioro.

 

       Mlodzi. Czas rozpoczac swietowanie.                                    Pan Piotr z Mikolajem

                                            

                                                                        Ksiezniczki. Alicja z mama

<<<wstecz  dalej >>