27 grudnia 2006 r.

____________________

Tylem

 

 

 

  Moze  trudno uwierzyc, jak bardzo trudno jest fotografowac Angole. Znacznie trudniej niz np. Namibie czy Zimbabwe.

Pamietam jak Zimbabwczycy otwarci,  zda sie nawet, ze uwielbiajacy kamere usmiechali sie w moja strone. Namibijczycy pelni afrykanskiego spokoju, chetni pokazywali siebie i swoj przepiekny kraj.

Tu jest inaczej. Fotografowac Angole to ciezka praca. O ludziach nie wspomne. Propaganda wojenna i powojenna zrobila swoje. Zakaz fotografowania zniesiono dopiero kilka miesiecy temu. Moze wielu ludzi ma swiadomosc niedoskonalosci miejsca swego zycia? Moze wielu strzeze nawet swego nieba i ptakow jako wlasnosci osobistej? Wielu prostych uwaza tez, ze robiac zdjecie kradnie sie im dusze... Trzeba to uszanowac.

A zycie Luandy jest tak malownicze, tak niesamowite, ze niemal samo uklada sie w fotografie... Nie trzeba wielkiego talentu czy super doskonalego sprzetu (tak wielu mnie o to pyta) Zdjecie czesto widze jeszcze zanim je zrobie.  Niestety, a nawet najczesciej, trzeba chwytac te obrazy nie pytajac... niemal je lapac w locie. Tak wiele taktu i wyczucia miec trzeba, tak wiele rozwagi by nie stracic sprzetu, zdrowia, czasem nawet zycia, a takze uszanowac godnosc czlowieka.

Czasem tak sobie mysle, czy ja chcialabym, zeby ktos przyszedl na Klonowa i zaczal fotografowac moj dom, moje drzewa w ogrodzie, czy mnie sama...?

Odpowiedz jest prosta...

Tak wiec nie ma czemu sie dziwic....

Kazda ze zrobionych tu przeze mnie fotografii dla mnie samej jest niemal na wage zlota... nawet ta uchwycona z tylu...

jak te dzis... 

 

 

 

<<<wstecz   dalej>>>