13 pazdziernika 2006

  _______________________ 

  Moj dom w Afryce otwarty   

     

   

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 Po drugiej stronie mojego domu dziewczynki sprzedaja  sliwki.

..:::No to sie chlopaki nachodzili do szkoly. A tak im sie spodobalo. Sympatyczni koledzy, a matematyka taka trudna, ze ponoc, jak na tureckim kazaniu siedzieli, ale siedzieli. W klssie u Kacpra mlodziez i 20 letnia nawet. Wczoraj caly dzien w klasie Kacpra i Nilsa poswiecono na nauke portugalskiego bialych chlopcow i na konwersacje ogolnie, czyli poznanie sie. Dzis chlopcy dowiedzieli sie ze jutro w Angoli zaczynaja sie wakacje i koniec szkoly, az do konca stycznia. A tak im sie spodobalo.... Kacper opowiedzial mi o swoich rozmowach z rowiesnikami. Wiele dzieci ze szkoly pochodzi z bogatych angolanskich rodzin, ale jak mu kolega powiedzial wielu z nich mieszka na smietniku i w domu lepiance, ale za to kupuja Hammera za 160 tys dolarow gotowka. Takie maja priorytety. Tu samochody kupuje sie tylko za gotowke. Wszystko zreszta.

...:: Wciaz nie moge przyzwyczaic do luandyjskich cen. Tete byla dzis w Villa Viler po nasze pranie ( nie mamy tu jeszcze pralki) i przyniosla mi bananowca od Celeste (kiedys powiedzialam Celeste, ze w tym domu, w przeciwienstwie do domu w Polsce chcialabym miec tylko jedna roslinke, bananowca. I Celeste podarowala mi bananowca wlasnie, a Tete go przyniosla). Pojawil sie problem, bo ani doniczki ani ziemi tu nie uswiadczysz. Tu tylko zywoczerwona glinka. Pojechalismy kupic doniczke. Zwykla doniczka kosztowala 60$ amerykanskich.  Zdecydowalam, ze kwiat wyladuje w wiesniackim wiadrze plastikowym poki co i wyniesie sie go na balkon, bo jutro odwiedza nas Ambasador RP, wiec glupio, zeby wiadro stalo w salonie. Kupie kiedys koszyk od tych kobiet na targu i wetkne w niego slicznego bananowca. Potem brazylijka, zona bogatego portugalczyka (ostatnio wygralismy mecz z Portugalia, nawet Tete rano pochwalila) dala mi stara plastikowa doniczke i pozwolila wziac troche trofu (powachalam i pomacalam, to byly kozie bobki, chyba z ich farmy). Ale i tak sie ucieszylam. W rezultacie bananowiec rosnie sobie na balkonie jak narazie.

..::: Na urodzinowym przyjeciu menadzera zrobilam troche zdjec. Potem nagralam mu je na plyte, a potem dorzucilam troche polskiej muzyki i zrobilam okladke i napisalam" Para Antonio em aniversario de familia da Polonia" czyli " dla Antonia na urodzieny od rodziny z Polski". Antonio i jego sliczna zona byli zachwyceni. Dzis tez zaprosili nas, zebysmy zobaczyli ich nowiuski dom (obok naszego).Widzialam wiele i rozne luksusy, ale calkiem mnie rozwalil zbytek. Jestem potwornie prosta w sumie, bo wcale bym tak nie chciala i nawet nie wiem dlaczego. Chyba bym sie bala...., bala, ze to nie przystoi, ze tak nie wolno, bo i  po co? Po domu krecil sie z nami projektant wnetrz prosto z Portugali. Trzeba przyznac ze pieknie dobral kolory scian i cala reszte luksusu.

...:::Wspominalam juz ze Antonio pobozny jest i to bardzo. Co prawda w jego nowym domu w holu wita nas naturalnej wielkosci Budda (domyslam sie, ze to wylacznie ozdoba), ale juz kolejno w kazdym pomieszczeniu czuc, ze mieszka tu bardzo bogobojny czlowiek. W kuchni nad baltem kuchennym plaskorzezba Ostatniej Wieczerzy i dalej i dalej... rzezby i plaskorzezby, jak w jego Kosciele.

...::: Ciesze sie w sumie, ze swiat wciaz mnie zadziwia, nie tyle swiat co ludzie. Chociaz swiat tez. Dzis slonce nad Luanda zachodzilo w tylu kolorach, po prostu niesamowita gra swiatel..... nie mialam aparatu, za to mialam rece w torfie, ktory okazal sie kozim nawozem, bo pelno w nim bylo owalanych kozich bobkow.

 ...::: Zapomnialam powiedziec, ze Krzyzyk, ktory przywiozlam z Polski jeszcze nie wisi na scianie, bo nie mamy gwozdzia a ludzie menadzera zajeci bardzo(przygotowuja dla niego ,jego piekny dom), ale stoi podparty na poleczce w centralnym miejscu. Za to flaga bialo czerwona wisi niemal od poczatku. Powiewa dumnie, jako jedyna wsrod dziesiatek miedzynarodowych domow, wiec jesli ktos kiedys zechce tu przyjechac, wiec jesli tylko ktokolwiek z Was bedzie w Luandzie, to tu  niemal sercu Afryki jest taki kompand inaczej zwany kondominio o nazwie Mangerinias i tam wlasnie jest taki Polski dom i to jest wlasnie "Moj dom w Afryce". Znajdziecie go bez trudu, bo flaga na nim powiewa, bialo czerowna. I bedzie tu zawsze, dopoty dopoki my tu bedziemy. My, Polacy na afrykanskiej ziemi.

Moj dom w Afryce szeroko otwarty....

           

       Casa com bandeira Polonesa/ Dom z polska flaga. Tak sie tu mowi .

                       <<<wstecz  dalej >>