20 pazdziernika 2006 r.

________________________

Afrykanski spokoj

Przed wejsciem do Ambasady Rzeczpospolitej Polski w Luandzie.
 
 
...::: Rano poszlam ma chinska gre. Tym razem po drugiej stronie chodnika, bo w sasiednim domu. Wreszcie nauczylam sie w to grac, aczkolwiek jakos przestalam wygrywac:-). W tym czasie zaczelo lac, solidnie. Pierwszy raz od mojego przyjazdu. Ucieszylam sie, ze wreszcie zniknie caly przepiekny luandykski kurz. A wszystko odbylo sie niemal natychmiast. Nadciagnely ciemne chmury i zaczal padac rowniotki, rzesisty deszcz. Lalo tak moze okolo godziny, moze dwie.
 
...:::Kiedy wrocilam do domu to sie troche wscieklam. To byl moj ogolny dzien wscieklosci na Afryke. To znaczy na afrykanskie podejscie do pracy. Moja gosposia Tete poszla sobie do domu nieskonczywszy pracy. Skumulowaly sie tez inne sprawy zwiazane z tym, ze od tygodni nie mozemy sie doprosic kilku drobnostek. Generalnie nie wzruszaja mnie takie drobiazgi, ale dzis wysiadlam. Poza tym ciagle jezdzimy po wode pitna, ale to akurat mi nie przeszkadza, bo przy okazji karmie Parchatego i jego rodzine.
 
...::: Przeszlo mi wszystko, kiedy pojechalismy do Ambasady Polskiej wypozyczyc polskie ksiazki z dobrze zaopatrzonej polonijnej biblioteki. Przywitalismy sie z Polakami, zwiedzilismy wszystkie zakatki Ambasady, wypilismy piwo i pojechalismy z Pania Ambasadorowa do biblioteki, ktora chwilowo znajduje sie w wynajmowanym, niezamieszkalym domu. Biblioteka to solidny zbior ksiazek zgromadzony na przestrzeni kilkudziesieciu lat. Byly tez i calkiem nowe pozycje. Wybralam dla siebie kilka ksiazek, poczym poszlysmy z pania Ambasadorowa do ogrodu (chlopaki nadal buszowali w ksiegozbiorach). Zebralysmy  z ziemi swiezutkie, bo dopiero co opadle z drzewa owoce mango. Znalazlam ukryty w ogromnych zaroslach ogrodu waz i podlalam kwiaty, ktore staly w donicach na tarasie. W ogrodzie rosly ogromne bananowce  pelne kisci zielonych jeszcze babanow, drzewa mango, papirusy i wiele innych pieknych tropikalnych roslin. Najpiekniejsze byly dorodnie kwitnace  hibiskusy.
 
....::: Teraz by wypadalo powiedziec jak wygladaja ulice Luandy po deszczu. Otoz to jest dopiero zjawisko. Mam na mysli szczegolnie uliczki przy domach. Na wiekszosci podworek powstaly jeziorka i stawy. Niektore ulice zamienily sie w calkiem konkretne rzeki. Tam gdzie kaluze juz obsychaja robi sie grzaskie bloto. Dzieciaki sie w tym taplaja, bo dzieci jak powszechnie wiadomo lubia kaluze i blotko. Natychmiast po deszczu wyszlo slonce i zrobilo sie bardzo goraco. Takie tropikalne, wilgotne goraco. Cieplo, wilgoś i kaluze sprawia, ze dzisiejszej nocy narodza sie miliony nowych komarow. Zaczyna sie sezon na malarie.
 
...::: Pani Ambasadorowa powiedziala, ze w czasie deszczu, kiedy drogi zamieniaja sie w rzeki  trzeba uwazac na otwarte studzienki. Pomyslalam, no tak ale gdzie te studzienki. W drodze z biblioteki zajechalismy do sklepu. Przechodze przez jezdnie i patrze - otwarta studzienka na srodku jezdni. Straszne. Gleboka na jakies trzy metry i dosc waska, ale ja  wpadlabym do niej cala pewnie i juz bym nie wyszla. Na szczescie jezdnia wyschla, wiec studzienka  byla widoczna... Tu sie nikt tym nie przejmuje. Czasem mysli sie ile warte jest tu zycie czlowieka? Ludzie nie dbaja o swoje bezpieczenstwo. Wskakuja do pedzacych busikow, wyskakuja w biegu, jadac autobusem polowa pasazerow wisi za oknem. Jezdza odkrytymi pedzacymi ciezarowkami po kilkadziesiat osob na pace. A ruch uliczny  to juz calkiem wolna amerykanka.
 
...:: Wrocilismy do domu. Na schodach stala Tete. Wrocila skonczyc swoja prace. Jej siostra, ktora pracuje u Kler powiedziala, ze jestesmy niezadowoleni. Dlatego wrocila. Cos sie tlumaczyla, ale nie bylismy juz na nia pogniewani. Tu tak jest. Trzeba wybaczac, ale nie wolno poblazac, bo nikt nic by nie robil. Tete to dobra kobieta. Lubi dzieci i naszego Puszka, fajna jest, ale po afrykansku robi czasem, czyli jakos dziwnie.
Kiedys poszla po nasze pranie do siostry i zniknela na 3 godziny. Wyslalam Kacpra, bo pranie warto bylo juz powiesic. Kacper przychodzi do mieszkania Kler, a Tete z siostra siedza i ogladaja TV, a pranie w misce stoi. No coz... po co sie spieszyc.
 

                                                Dzieciece zabawy na podeszczowych podworkach

<<<wstecz  dalej>>>