16 pazdziernika 2006r.

________________________

Party i film

..::: Wczoraj okolo poludnia zadzwonila Celeste. Prawie bezglosnie (chyba ma zapalenie krtani) powiedziala ze dzis ok. 17 bedzie miala troche gosci i ze urzadza party w domu i ze zaprasza cala nasza rodzine:-) Milo, ale tym razem postanowilam nie byc tak punktualna jak dnia poprzedniego. Przyjechalismy do Villa Viler i najpierw poszlismy nastawic pranie w starym domu, bo tu wciaz nie podlaczyli nam pralki. Nakarmilam tez Parchatego i jego rodzine.

...::: Z malym spoznieniem, ktore nie okazalo sie spoznieniem pojawilismy sie w domu Celeste. Poraz pierwszy . Moja angolska (od dzis bede uzywac poprawnej formy) kolezanka zaczela przedstawiac mi kolejne osoby ze swojej licznej rodziny (znowu sie obcalowalam), poza tym od razu cos do picia itd. Przyjemnie. Muzyka, kizomba, siostra jako didzej. Duzo jedzenia, typowo afrykanskiego, a wiec funsz z ryba i cala reszta przeroznych potraw przyrzadzonych z kurczaka, wolowiny i wieprzowiny. Wszystkie smaki, poza frytkami zupelnie mi nowe, to ciezkie do przelkniecia. W kuchni i przy grilu krecily sie dwie embregady, a poza tym siostry Celeste pomagaly i jedzenie bylo pod dostatkiem:-) Dzis wszyscy mniej dziwnie patrzyli na bialych, bo wiekszosc pamietala mnie jako fotografa na slubie no i jako przyjaciolke Celeste.W sumie milo bardzo, ale tak odmiennie, ze nie da sie opisac. Inna kultura, inny styl zabawy. Nasza uwage zwrocil pewien mlodzieniec, ktory zanim zaczal pic cole przez kilka minut starannie czyscil puszke. Tak powino sie robic i tez na poczatku probowalam, ale od dawna zapomnialam.

                     Na przyjeciu byly dzieci

...:::: Pranie w Villa Viler sie nie udalo, bo zabrali wode, a dzis rano wyjelam moje dwie ostatnie biale kiecki pofarbowane na czerwono, bo przez noc lezaly i kisily sie w pralce. Pol poranka probowalam przywrocic je do zycia za pomoca silnie dezynfekujacego srodka. Prawie sie udalo.

...::: Na 18 wybralismy sie  na Festiwal Poskiego Filmu Dokumentalnego Andrzeja Fidyka. Projekcja  miala sie odby sie na Universidade Lusiada de Angola. Znajac luandyjskie korki wyjechalismy duzo wczesnie, by zdazyc na czas. Po drodze zrobilam kilka obrazkow i znowu patrzylam na dziwny swiat  za szyby. Uniwersytet miesci sie w centrum miasta. Tu inny kawalek Luandy. Choc widac kontrasty, ale czuje sie wiekszy swiat. Na Unwersytecie wielu wspanialych mlodych ludzi, jakos fajnie sie poczulam. Punktualnie przed budynek Unwersytetu zajechala limuzyna z polska flaga i juz za chwile serdecznie przywitalismy sie z  Panem Ambasadorem i jego malzonka. Bylo jesze chwile zanim sie wszystko zaczelo, wiec z Pania Abmasadorowa  wybralismy sie do pobliskiego sklepu papierniczego, wspanialego, europejskiego.

               

                                                 W Luandze buduje sie nowe domy

....:::: W sali projekcyjnej pod sciana stol i znowu polska flaga. Mysle, jestem w domu. Festiwal organizowala Polska Ambasada, a  goscmi byl korpus dyplomatyczny, czyli ambasadorowie z roznych stron swiata, a takze studenci i wykladowcy z Uniwersytetu. Zanim moja pala pojela, kim sa ludzi. Myslalam, ze to jacys ludzie po prostu wchodza. No bo w sumie to jacys ludzie. Dziwilam sie tylko ze Pani Ambasadorowa ze wszystkimi tak serdecznie sie wita. A to jej znajomi dyplmaci byli. Pan Ambasador w towarzystwie profesora Uniwersytetu przywital gosci i powiedzial kilka slow o polskim kinie, rezyserze itd.

...::: Jesli ktos ogladal " Karnawal" Fidyka, to wie co to za film, ale w kazdym razie przez cala projekcje Pani Ambasadorowa martwila sie ze zaprosila ambasadora Brazylii, ze bylo jej troche wstyd, bo Fidyk pokazal ciemna strone tego kraju i  karnawalu. Pocieszlam ja, zeby sie nie przejmowala. Na koniec oklaski i Pan Ambasador Brazyli tez bil brawo, wiec ok. Potem byl coctail, czyli lampka wina, ciasteczka, napoje dla gosci z Corpusu dyplomatycznego i dla nas Polonii. Mily wieczor.

Zdjec nie zrobilam, bo mi akurat bateria siadla.

<<wstecz  dalej>>