5 września 2006 r.
___________________________
 

                    Spotkanie Polakow

Przyjechaliśmy do Centrum Zdrowia "s.Lukas" w Kifangondo. Rezyduje tu ojciec Andrzej Fecko, Polak, Misjonarz Werbista, jednoczesnie jest proboszczem parafii Kakuao. Sympatyczny, goscinny. Zwiedzilismy szpital, potem odwiedzilismy swiatynie i parafie. Ojciec, jak raz wychodzil z malarii (okolo 60 raz!) Widzalam juz Misje w Afryce, ale tu jest calkiem inaczej.

Lunda jest STRASZNA, nie wiem jak mozna tu wytrzymac 20 lat.

Pojecie straszna sprobuje uscislic z czasem, po troche.

Do zobaczenia, nastepne spotkanie Polakow u nas.

 

 

 

 

 

Centrum Zdrowia "s.Lukas" znajduje sie na peryferiach Luandy, ok 25 kilometrow na polnoc. Prowadzi tam w zasadzie tylko jedna droga. Pokonanie tej trasy zajelo nam kilka godzin w jedna strone. Stalismy w poteznych korkach i patrzylismy na smutna rzeczywistosc. Slamsy w najgorszym pojeciu, bo wlasciwie tak wyglada Luanda. Sterty smieci, cuchnace rynsztoki, lepianki z gliny i kartonow, ulice zasypane odpadami. Odor w powietrzu nie do wytrzymania, kurz, cos niesamowitego. Nie ma bialych, nie widac ich nigdzie, mozna ich spotkac tylko w condominio, czyli obozach, w podobnych jak ten w ktorym my mieszkamy. Nie jestem wrazliwa, niejedno widzialam, ale w koncu i mnie zemdlilo. Zieleni dojechalismy na Misje. Ojciec Andrzej, choc blady, bo zmeczony malaria, pogodny, oddany sprawie. Pomaga i pracuje w szpitalu, ktorym zarzadza. Sa tam tez siostry Salezjanki, ale jeszcze na wakacjach w Polsce.

Przejechalam juz cala Luande. Widzialam tylko kilka w miare "normalnych " ulic, powtarzam w miare, reszta to smietnik niewyobrazalny. Nie da sie tego opisac, opowiedziec, nawet nie wiem czy pokazac na zdjeciach. Jakos glupio to fotografowac. Ponizej kilka zdjec, jesli ktos chce zobaczyc, to wystarczy kliknac na zdjecie aby je powiekszyc.

Juz wiem, dlaczego biali, ktorzy tu pracuja, ktorzy pomagaja podniesc ten kraj z ruin wojny dostaja piekne mieszkania, dobre samochody i bardzo godziwe warunki do zycia.

Godza sie na wiezienie, wiec jesli tak, niech bedzie ono luksusowe.

Choc widzialam to wszystko, te niewyobrazalnie nedzna jakosc zycia, to ledwo dociera do mnie, ze az tylu ludzi tak zyje. A co maja zrobic niby? Zyja, rodza im sie dzieci, mimo ze pieluszki piora w kaluzy, a przedszkolem dla maluchow jest rynsztok i podworkowe smietnisko. A pomimo to kobiety czesza sobie warkoczyki, zakladaja kolorowe sukienki, tula swe dzieci i z duma dzwigaja ciezar zycia. Niosa go na glowie, tak jak miski pelne wszystkiego co mozna sprzedac, co moze przydac sie w domu.

Tu jest inny swiat. Tu jest gorszy swiat. Tu jest niewyobrazlanie nedzna jakosc zycia. Tu czlowieczenstwo jest przez male "cz" i to nie z winy przecietnego czlowieka.

No wlasnie z czyjej winy?

Postanowilam ze kazdego ranka bede dziekowac Bogu za moja Ojczyzne, za moj dom w` Polsce, za kaluze na ulicy Klonowej i za to tez, ze moge byc tu chwile, dluga chwile.

przy drodze glownej przez miasto podworko rzeka jedna z ulic w Luandzie  

sprzedawca miotel przed domem przy drodze glownej na podworku

<<<WSTECZ   DALEJ>>>

           

w wiosce rybackiej                                          Centrum Zdrowia sw.Lukasa