21 wrzesnia 2006 r.

______________________

Sny i fryzury

Rzecz bedze o polariamowych snach.

...:::Polariamowe sny staly sie plaga dla wszystkich z nas, ktorzy biora lubi brali LARIAM. Przypominam, jesli ktos nie zwrocil uwagi, ze lariam mial nas ustrzec przed ewentualna malaria. To bardzo drogi, zagraniczny, silny medykament dostepny na polskim rynku, podobno jeden z lepszych i skuteczniejszych. Przepisal mi go doktor z CMT i ChP w Gdyni (doktor powiedzial mi, ze tu gdzie sie wybieram sa wszystkie paskudne choroby Afryki. Mysle ok. Bede myla raczki:-)ale z komarami nie ma zartow.)

Niestety lariam ma tez dzialania uboczne i to dosc przykre. Indywidualnie kazdy moze te dzialania odczuwac, czyli mniej lub bardziej.

Chyba odczuwalam bardziej. Bardziej znaczy, ze mialam kiepski nastroj, pesymistyczne mysli (moi najblizsi przyjaciele poznali to chyba po mailach) i nie moglam przyzwyczaic sie do otaczajacej mnie rzeczywistosci (a przeciez tu jest Afryka, ktora poznalam juz wczesniej). 

Najgorsze byly jednak noce. Nie bede opowiadac tu swoich idiotycznych snow, bo najwieksze science fiction sie umywa .

Ciekawostka jest to, ze ciagle snily mi sie wielkie melony, ogorki olbrzymy ktore spadaja na mnie. Poza tym wskakiwal czesto w sen, ktory snialm juz kiedys, np. kilka lat temu. Oczywiscie zawsze wielkie melony za mna:-)

Kacprowi np. snily sie zywe, goniace go mandarynki. Mowil, ze to byla istna masakra. Juz przestalismy sobie opowiadac te durnoty, bo nie wiadomo czy smiac sie bylo czy plakac. A po kazdej nocy, kazdy mial do opowiedzenia cos bardziej frapujacego.

Przestalam brac to dziadostwo (dziekuje Iw)  i moja rzeczywistosc jest jasnejsza, a poza tym przedwczoraj przyszlo lato i dzis byl mocno sloneczny dzionek.

Kolezanka napisala mi w mailu "W zeszłym tygodniu odbyła się ogólnopolska akcja "sprzątania świata", więc może i do Was dotarli :-) a efekt natychmiastowy" To po tym jak stwierdzila, ze na moich zdjeciach zdecydowanie mniej smieci;-)

Jestem wstretna macocha i podaje jeszcze to dziadostwo dzieciakom. Ale dzieciaki poza snami maja dobre nastroje. Nie chca slyszec o powrocie do Polski przed uplywem roku:-) Lucjan ma to co lubi najbardziej, czyli: nie chodzi do szkoly (zawsze marzyl, zeby nie zostac ofiara kulawego systemu edukacjnego:-)no a juz teraz od kiedy nasz wspanialy minister zaczal wprowadzac swoje innowacje to i ja az sie boja wracac do pracy) Lucjan ma tez wode, czyli ocean i piekny basen, on to ryba prawie. 

    Jak ryba

Ma  tez tenisa, koszykowke, pilke nozna a niebawem bedzie mial jeszcze portugalska szkole:-) hehe. Kacper tez zadowolony. Chyba teskni za swoim harcerstwem, ale codziennie laczy sie z nimi w internecie, przeglada strone druzyny (Beju, pieknie zrobiona strona, gratuluje). Filip juz za kilka dni do kraju, ale jakos tez mu tu dobrze. Mimo, ze wciaz mieszkamy na kupie, taki maly kolchoz, taka sielanka. W saloniku pianino, gitara, komputer, pilki, niedaleko rzadek butow (kazdy ma po 2 lub 3 pary +klapki, wiec = 15 do 20 par) itd . no i  Parchaty juz zaczal zagladac do domu. W Crown zaczynaja mowic, ze ja mam 4 koty:-) Wyjde na wariatke pewnie, ale co tam. W kazdym razie Parchaty z powodu prawidlowego odzywiania stracil parchy, a malenki synek kocicy jest tlusciutki, jak kuleczka. 

....::: Przeczytalam lekture mojego syna (wydrukowalismy z internetu, a jak skocze do Polski to glownie wymienic ksiazki i przywiezc kielbase (trzymamy w lodowce taki malenki koniuszek krakowskiej suchej, mocno juz zasuszonej i wachamy co jakis czas wszyscy:-)))dzis wachalismy. Juz mnie kusilo, zeby oddac Parchatemu, ale jeszcze nie, jeszcze nie teraz). Przeczytajcie prosze Malego Ksiecia:-) albo ja zdurnialam, zinfantylnialam:-)

...:::Luandyjskie korki tak rozbrajaja, ze jak siedzisz w samochodzie to nawet nie porafisz sie denerwowac (Afryka uczy cierpliwiosci). Patrzysz sobie tylko co wyprawiaja kierowcy, jak sie obijaja bokami, jak wjezdzaja na chodnik niechodnik (nie ma tu chodnikow, ale sa miejsca po ktorych chodza piesi), jak na siebie trabia i sie dra, jak sie grzecznie przepuszczaja czasem. Ruch w Luandzie to cale zjawisko.

...:::Dzis postanowilam wysiac w srodku wielkiego korka i przejsc na skroty, przez  targowisko przydrozne. Bylam prosto z basenu, a wiec w japonkach, w light kiecce (afrykanskiej z reszta z koralikami). Maz zaniepokoil sie moim pomyslem, bo mieszkamy w dzielnicy raczej smietnikowej, bialych tam nie ma i biali zazwyczaj ogolnie nie spaceruja po Luandzie. Wysiadl wiec ze mna. W aucie zostawilismy pociechy.

Stapamy sobie po pieknej czerwonej ziemi (wygladam podobnie, jak kobiety stad japonki, kolorow sukienka.....)  Smieci juz przestaly mi jakos znaczaco przeszkadzac. Wszystko tu teraz takie normalne. Wchodzimy wsrod handlujacych, glownie kobiety i glownie sprzedajace jedzenie, tzn. orzeszki pieczone na ognisku, owoce i warzywa nieco przywiedle, suszone ryby i juz sama nie wiem co, bo oczy mi sie rozbiegaly. Musielibyscie to zobaczyc. Kobiety barwne, owiniete w piekne kolorowe chusty, czesto recznie malowane, kazda prawie z dzieciatkiem, a dzieciatka sliczne, jak malowane, malutkie i troche wieksze. Maja fajne wloski i cale sa jak z plasteliny. Tzn. tak fajnie dopasowuja sie swoim cialkiem do sylwetki mamy. Zabawnie wisza im pupy . Nie moglam sie powstrzymac i gladzilam policzki i miekkie pupcie. 

      Dzidzius mieciutki, dopasowany do mamy

Niestety o zdjeciach zapomnij. Panowie tu bardzo nerwowi, waleczni. Maz stwierdzil, ze chyba wciaz im sie wydaje ze sa na wojnie i musza twardzi byc i ostrzy. Nie moge wiec, tak perfidnie wyjac aparatu i fotografowac, tego co dla nich jest takie zwyczajne, prywatne i kiedy jestem juz tak blisko tych ludzi wypada mi zachowac jakis takt. Mysle, ze kiedys jeszcze zrobie zdjecia z tego malowniczego targowiska, prostego, a jednak pelnego uroku i swoistego klimatu.

Kobiety mnie lubia i nawet moj aparat. Mam juz kilka znajomych nawet. Czesto jak jade do kondominio Mandarinias machamy do siebie. Z kazda, z ktora chociaz raz zamienilam jakiekowiek slowo, albo wymienilam usmiech, czy pogladzilam jej dzieciatko teraz serdecznie sie witam.

....::::Dzis kiedy jechalam z dziecmi na basen bylismy swiadkami zajscia ulicznego iscie z amerykanskiego filmu. Na rondzie, ktore malo rondo przypomina, ale jest, rozegrala sie akcja. Kilkunastu bojowo nastawionych mezczyzn z nieznanych mi przyczyn osaczylo luksusowy woz terenowy. Wskoczyli na dach auta, uwiesili sie z boku, jeden nawet wsiadl do srodka. krzyczeli strasznie i walili piesciami w to auto. Po chwili kierowca (miejscowy) ruszyl jak z kopyta na pelnym gazie, omijajac inne auta, nas tez, troche strasznie bylo i korek byl oczywicie, ale on nie baczac na nic gnal i wywijal serpentyny. A my wraz z innymi gapiami patrzylismy, jak po kolei z dachu spadaja napastnicy. Straszny i krwawy widok to byl. Mysle, ze gdybym spadla tak, to juz bym nie zyla dawno. Ale oni twarde chopaki. Geby poturbowane, reszta ciala niemniej, ale wstaja i jeszcze sie odgrazaja. Po tym i po innych drobnych i po minionym incydencie z policjantem stwierdzilam zdecydowanie, ze na panow w Luandzie musze uwazac (pamietacie, sikaja tez gdzie popadnie):-) W tym miejscu nie moge sie powstrzymac zeby nie zacytowac fragmentu listu mojej przyjaciolki z Polski (to o polskich panach) "Nie wiem, ale z facetami i tak mam na pienku, obserwuje ich jak jade autobusem do domu, żałosne typki (czy ja czasem nie pitole jak ..............."

....::::na koniec rzecz bedzie o fryzurach...

Tu do wlosow przywiazuje sie naprawde wielkie wage. Kiedy jade samochodem obserwuje toczace sie zycie. Jeden z najczestszych widokow, to czeszace sie nawzajem kobiety i kobiety czeszace swoje dzieci. Warkoczyki, kokardki, koraliki... sliczne fryzurki, roznie wywiazane kolorowe chusty. Z reszta co ja bede mowic...

 

<<<wstecz  dalej>>>