28 wrzesnia 2006 r.

_______________________

Afrykanski czas

 

...::: Po kilku nostalgicznych obrazkach kwiatowych, kilka nienostalgicznych obrazkow z luandyjskiej plazy i okolic. Zdjecia pochodza z roznych jej zakatkow, podobnie jak zdjecia roslinek. Zadbalam o to, by nie bylo widac smieci. Ale wkrotce cos bardziej realistycznego:-)

...::: Moje afrykanskie zycie wbrew pozorom plynie po afrykansku, czyli bardzo powoli. Rzadko gdzies sie spiesze, rzadko nie moge sie czegos doczekac. Nie wiem czy to dobrze czy to zle.W kazdym razie to cos nowego dla mnie. Coraz bardziej przyzwyczajam sie do takiego zycia, niemniej nie zmienia to faktu, ze wciaz odbywa sie ono troche jakby obok mnie. 

...::: Bylo o czekaniu, no wiec nie do konca  jest tak.  Z utesknieniem czekam az wprowadzimy sie do nowego, wygodnego domu. Na letnisku jest fajnie, ale w koncu kiedys koncza sie kazde wakacje:-) Niestety z domem tez jest po afrykansku, czyli wciaz niewiadomo kiedy. Dom gotowy, ale w porcie zaginal kontener z meblami dla nas. Czekamy juz miesiac ... Afryka... 

...::: Wkrotce tez chyba nie bede miala mojego bezprzewodowego internetu, bo jak sie okazalo w calym Mangarinias internet mam praktycznie tylko ja, dlatego ze chodzi jak nalezy tylko przy basenie, a ze ja nie mam jeszcze domu w Mangarinias i lacze sie przy basenie, to Internet mam. Reszta klnie na czym swiat stoi, bo nie maja lacznosci ze swiatem. Od kilku dni Inga ( Ukrainka) przychodzi ze swoim laptopem i obie siedzimy przy zlewie na polce i klikamy. Taka mala cafeinternet:-) Niebawem ma byc internet kablowy, a ja nie mam domu, wiec nie bede miala kabla.

...:::Tak mysle sobie , ze nic sie nie dzialo ciekawego, poza tym ze bylismy znowu na party, tym razem u Nilsa. Nils ma dziewczyne miejscowa. To taki dziwny zwiazek, bo niby ja ma , a jej nie ma. Ma, bo sie z nia spotyka, nie ma bo nie zabiera jej nigdzie ze soba i nie ma jej w domu, kiedy robi u siebie przyjecie. Mysle, ze to nie fair w stosunku do niej, ale w koncu to nie moja sprawa. Moze bedzie mi dane kiedys ja poznac. Na przyjeciu poznalam malzenstwo nowozelandczykow. Niebawem wyjezdzaja do angolanskiej enklawy CABINDA. Cabinda to wyspa na ladzie na poludniu Kongo, tzn. taki kawalek Angoli na terenie Kongo. Dostac sie tam mozna tylko samolotem, a raczej samolocikiem malutkim. Cabinda jest zlotym jajem Angoli, znajduja sie tam ogromne zloza ropy naftowej. Dostalismy zaproszenie do Cabindy. 

...::: Codziennie odwiedza mnie Celeste. Jest moja najlepsza kolezanka w Luandzie. Jednego dnia byla bardzo zajeta i nie mogla przyjsc, to zadzwonila do mnie, a wieczorem przyniosla zmiksowane truskawki. Maz Celeste, procz tego ze pracuje w ministerstwie to ma farme. Na farmie hoduje banany, truskawki, cebule, i jeszcze cos tam. Celesta byla w Anglii, Szkocji, Rosji, Francji, Hiszpanii, Portugalii, Brazyli, RPA, Kongo, Zimbabwe, Zambi, Mozambiku... Brzmi imponujaco, aczkolwiek, kiedy z nia rozmawiam bardzo skromnie. 

 

fot. Dorota ajo. Afryka. Angola. Wrzesien 2006r.

<<<wstecz  dalej>>>