1 pazdziernika 2006r.

___________________________

Puszek

 

...::: Opowiem, jak to spotkalam polkrwi Polaka na pewnym przyjeciu. W biurach Crown gruchnela wiadomosc, ze w kondominio Araujo w piatek wieczorem jest grilowanie. Jakis konsultant zaprasza wszystkich  bo wyjezdza z kontraktu. A ze jest tu zwyczaj sluszny z reszta, ze jak idzie sia na grilowanie, to trzeba przyniesc jakies jedzenie, troche swojego picia, alkohol i co kto ma. Sciemnilo sie kiedy przyjechalismy do Araujo. Nie bardzo wiedzielismy gdzie jest to grilowe miejsce, ale przy swoim domu stala Kula. Wyskoczylismy z auta, przywitalismy sie serdecznie, czyli wysciskalismy i wycalowalismy. Tu jest taki zwyczaj, ze sie wszyscy w kolko na powitanie obcalowuja. Zdazylam zauwazyc, ze wielu zaraz potem pokazaloby sobie jezyk, ale powitanie jest zawsze gorace. Czuje sie wiec obcalowana jak nigdy dotad. Kule lubie bardzo, ale rzadko ja spotykam, bo wszyscy na Kule wieszaja psy i nie zapraszaja jej na imprezy. Spytalam kiedys dlaczego? I z tego co zrozumialam, to ze jest Greczynka i ma wsciekly grecki charakter. Ok. Nie zauwazylam. Mysle, ze ma temperament i nie jest taka blada i mdla ogolnie. Pytamy Kule:

- Tu gdzies podobno jest barbecure?

-....hmmmmm....Barbecue, hmmmm

Nie wiedziala. Ale znalezlismy to miejsce. Na tarasie za domem stal gospodarz domu i jego urocza embregada. Mloda wystrojona, miescowa dziewczyna. Usmiechala sie szczerze i od razu zaproponowala cos do picia. Pan w wieku straszym, mily z tikiem polegajacym na tym, ze co jakis czas poprawial swoja meskosc, jakos rzucilo mi sie to w oczy. Wycalowal mnie, pochwalil sie sliczna embregada, powiedzial, ze przez trzy lata umilala mu zycie i ze zawsze jak wracal do domu po pracy czekalo na niego zimne piwo i  wlaczony TV na jego ulubionym kanale. Niezle zabrzmialo, ale ok. Grila nie bylo, bo impreza polegala na drinkowaniu wylacznie. Zebrala sie spora  grupa ludzi i po prostu pila i rozmawiala. Nie bylo nic do siedzenia, wiec wino szybko wchodzilo w nogi. Na poczatku zapowiadalo sie, ze bedzie dosc dretwo. Zrobilam wiec kilka zdjec. Wymykanie sie z imprezy, zeby zrobic zdjecia, to moje ulubione zajecie, to taka moja ucieczka  z imprezy w ogole, choc na chwile. Plac za domem nieogrodzony, w sumie dom przy domu. Moje chlopaki i ich dunscy koledzy Niels Junior i Migel snuja sie bez  zajecia. Za mlodzi na drinkowanie, za duzi na dzieciece igraszki. W pewnym momecie z domu obok wyszedl mezczyzna i rozpalal grila. Bardzo blisko nas. Ni to z na mi, ni to nie. Mysle, hmmmm, jednak chyba bedzie grill... po chwil dowiaduje sie, ze on nie z tej imprezy, nie z tej firmy. No dobrze. Cala sytuacja jednak zmienia sie diametralnie, gdy Niels i Migel i nasze chlopaki i dziewczynki Abi i Sophie nie miajace pojecia, ze ow pan w naszym przyjeciu nie uczestniczy i zobaczywszy otwarte drzwi do jego salonu weszli i rozsiedli sie u niego na kanapie. Przelaczyli kanal TV i siedza. Ow mezczyzna troche sie zdziwil na te szescioosobowa gromadke w swoim domu. Kiedy weszlam zabrac towarzystwo mlodych, ow pan juz czestowal ich fanta. Suma sumarum okazal sie fajnym czlowiekiem. Serdeczny pan z RPA. Wieksza czesc imprezy spedzilam w jego towarzystwie i w towarzystwie jego kolegow. Jeden z nich wlasnie byl Polakiem polkrwi. Jego mama byla Polka, z domu Trocki. Serdeczny pan z RPA mial mowiaca papuge imieniem Pedro, ktora uzarla mnie w palec, kiedy wetknelam go do do klatki. Myslalam, ze bedzie sie paprac, bo w Afryce rany czesto sie paprza. Ale sie nie paprze. Drugi z kolegow Wikiego mial w Zambi przyjaciela, a ten przyjaciel mial przyjaciela Polaka i on nauczyl go jesc buraczki po polsku. Taki maly swiat. Zalapalam sie na grila u Rpeanczykow, ale kiedy sobie dzis przypomne, ze jadlam mieso owcy, to az mnie trzesie. Podobno jadlam watrobke z owcy z grila. Latwo sie domyslic ze wypilam tez duzo czerwonego wina.

...:: Wiki, tak na imie mial ten RPAnczyk podarowal  mi zabe rechoczaca, rechocze jak sie jej przejedzie patyczkiem po plecach (takie pomyslowe pudelko akustyczne, zabiore je do Polski i pokaze moim uczniom kiedys). Kupil ja w Nationale Kruger Park w swoim ukochanym i peknym kraju, jakim jest Republika Poludniowej Afryki. Mial slicznie urzadzony domek jak na faceta zyjacego sam na sam ze soba. Caly w afrykanskim stylu. Musze przyznac, ze podziwiam zyjacych tu samotnie bialych mezczyzn za lad i porzadek jaki maja w swoich domach, a nawet swoisty styl i za to jak gospodarza sie znakomicie.                          

 

                                                      budki, wiezyczki straznikow pilnujacych kondominio

..::: Pol niedzieli spedzilismy przy basenie w Mandarinias. Œleczlam w Internecie (wciaz  go mam i nie przepadam za basenem, a basen imponujacy, wielki) a potem zaprosilismy na kolacje Nielsa z chlopakami. W sobote  wieczorem bylismy u Nielsa na kolacji i poznalam jego dziewczyne Linde. Mloda, ladna afrykanka. Chyba sie domyslam dlaczego Niels nie chce przedstawic jej w Crown, w kazdym razie milo, ze moglam ja poznac.

..::: Rano przyszedl Puszek. Czy jest bardziej idiotyczne imie dla kota? Puszek, Pusio. Ale tak nazwalam to kocie malenkie i nie moge za nic mowic do niego inaczej. Tak wiec blekitnooki Puszek, afrykanski kot z rudobialej matki, poldzikej kotki dostal Polskie imie PUSZEK.

 

                                          

                                                               Puszek

<<<wstecz     dalej>>>