13 wrzesnia 2006 r.

____________________

Luanda

Always  Coca-cola 

 

...:::Luanda. Kazdego dnia inna, kazdego dnia taka sama, kazdego dnia tak samo obca, kazdego dnia bardziej bliska.

...::: W Luandzie jest coraz mniej smieci, tak mi sie dzis jakos wydalo. Spytalam synow.  Powiedzieli, ze czuja podobnie, tzn. widza podobnie. Nie wiem jak jest naprawde. W kazdym razie codzienny obraz rzeczywistosci w ktorej zyje staje sie coraz bardziej przejrzysty, coraz bardziej zwyczajny....Tylko o  zmroku jest wciaz  najdziwniej. Wtedy robi sie szaro i tyle kurzu unosi sie w powietrzu, ze prawie nie widac slonca. Korzystajac z  resztek dnia ulica niemal w biegu, probuje jeszcze cos sprzedac. Mam wrazenie, ze wszyscy tu zyja wylacznie z handlu. Na ulicy mozna kupic wszystko. Paczka, kanapke, jajka, miski, kurczaka pieczonego, radio, skarpetki.  

Zachod slonca nad luandyjska ulica

...:::A dzis rano z angolanskiego radia ( graja tu fajna muzyke, sa bardzo na czasie) poplynal lekki, cieply, meski glos " Nie smiec wokol siebie, wokol swego domu, to nasz wspolny dom, twoje zycie bedzie lepsze, bedziesz zdrowszy "...a wiec jest niezle. 

...::: Istna plaga na luandyjkiej ulicy jest "siku" niemal na jej srodku. Szczegolnie panowie calkiem bez "krepacji", zazwyczaj nawet sie nie odwracaja. Wyskakuja z samochodu i heja, np. na kolo swego samochodu...

Popychanie kolka, roznego, na rozne sposoby, 
jest ulubiona zabawa chlopcow.

 

<<<WSTECZ    DALEJ>>>