11 wrzesnia 2006r. poniedziałek

__________________________________

Pianino i gitara

Dobrze, ze pisze ten dziennik, bo w przeciwnym razie stracilabym pewnie poczucie czasu.

...::: Dzis przylecial nasz zaginiony bagaz i od razu instrumenty poszly w ruch. Gitary nie slyszalam, bo Kacper z Filipem mieszkaja w domku obok (tak jak wspomnialam, mieszkamy jakby na campingu). Natomiast kiedy Lucjan dotknal klawiszy zrobilo sie jak w domu prawie.

A Tete jak sie zadziwila. Przyszla do niej kolezanka, wiec obie zagladaly z kuchni.  

...::: Co dzien rano przez sniadanie przelatuje mi samolot. Samolot przelatuje tez przez sypialnie, bardzo, bardzo wczesnie rano. I niejeden, kilka, do kilkunastu. Niektore prawie laduja na glowie. Chyba boeingi. Odkrylam, ze ruch nasila sie w weekendy. Jak tak dalej pojdzie, bede miala w paluszku rozklad lotow z i do Luandy. Niektore bardzo interesujace. Adis Abeba, Lusaka, Harare....

                                                                                    

...::: poczestowalam dzis Tete zupa pomidorowa z ryzem. Powiedziala " Madam Dorota, bom" poza tym postawilam jej talezyk z ciasteczakmi, zeby sie poczestowala, a ona wziela wszystkie ciasteczka i starannie zawinela w serwetke i zapakowala do domu. Wzruszylo mnie to w sumie.

...::: moje dzike koty juz nie sa dzike. Mialam szanse poczuc jak nasi przodkowie oswajali zwierzeta. To bardzo mile uczucie. Kocica i jej dziecko z poprzedniego miotu (ma jeszcze, to mniejsze od mojej dloni) zajela juz wycieraczke przy wyjsciu z kuchni na taras. Mlode kocie zaczelo brykac, bawic sie listkiem, skakac i jak tylko uslyszy mnie o poranku, juz jest przy nogach.

I pomyslec, ze jeszcze tydzien temu rzucalam kotom jedzenie na kilka metrow od siebie i musialam chowac sie do domu.

Tylko co one zrobia jak wyprowadze się na inne osiedle? Przeciez tak sie nie robi, ze sie kogos oswaja, a potem sie od niego odwraca  (tu mi sie przypomina Maly Ksiaze i pewne doswiadczenie)

Co prawda koty zaczely juz nawet troche wybrzydzac, juz suchych bulek nie jedza, ale urozmaicam im menu i mam frajde przy tym, jak prawdziwa wiesniaczka, szykuje im pasze jak swinkom, mieszam mikstury. Przy okazji dokarmiam ptaki. Ladnie spiewaja o poranku.

Moja gospodarcza aktywnosc sprowadzila pod dom mrowki. Male, ciupinkie (oczyszczaja resztki kosci z kurczaka, takie mrowki porzadkowe) i wielkie czarne mrowy. Dostalam za to "opeer" od rodzinki, wtedy caly chlewik przenioslam pod drzewo.

Jednak ze wsi dziewczyna jestem. Wychowalam sie na wiejskim, gospodarskim podworku mojej kolezanki z dziecinstwa. Ciagnie mnie w takie klimaty.

Myslam, zeby zabrac starsze dziecko kocicy do nowego domu, ale ono akurat takie parchate, ze sie boje. Jeszcze go nie glaskalam reka, tylko patyczkiem, jak tamta suke na plazy.

Zeby tu byl jakis weterynarz, to bym to kocie zatargala i wyleczyla, bo ta parchatos lekka, moze z niedozywienia byla.  

 

 

                        

...:::Obok mojego domku jest takie podworko. Tu co rano tak pogodnie i Virginia  lubi koty...

                                                 

                                         

 

...::: Mirek poszedl pierwszy dzien po urlopie do pracy. No wreszcie zycie nabierze normalnoci:-)

Tylko chlopaki od rana zaczeli baki zbijac, a miala byc szkola, czyli kazdy uczy sie sam. Wczoraj ojciec zrobil im plan zajec. Kacper sie nawet zabral za biologie i chemie, Filip go odpytywal (w koncu przyszly biotechnolog) Lucek nie ma zaciecia jakos. Poza tym przyszly instrumenty i bylo po nauce. Potem wyjazd na basen przed nowym domem i tak skończył się pierwszy dzien roku szkolnego polskiej mlodziezy czasowo przebywajacej za granica.. Wciaz pociesza mnie mysl i slowa Pana Waldemara, ze to wspaniale dla dzieci, ze beda uczyc sie same. Maja szanse na rozwoj i nie padna ofiara systemu edukacyjnego( domyslam sie i potwierdzam, ze kulawego). Boje sie tylko, zeby nie padly ofiara lenistwa.

 ...::: Odzwiedzila mnie dzis jedna z zon konsultantow. Chorwatka. Sympatyczna. Moj angielski mnie rozwala, ale musialam dawac rade. Troche potakiwalam, troche probowalam i jakos poszlo. Poza tym Ona powiedziala

" Ja troche rozumi kako ty mowi po polski, troche rozumi". Cale szczescie. Pokazalam jej i przegralam zdjecia z imprezy w jej willi, byla zachwycona. Zdjecia liche jak nie wiem co, "ćmokowate", jakby to powiedzial Zbyszek, bo za  ciemno bylo. Poza tym, temat tez zaden.

...::: w sypialni termitiera rosnie, szzegolnie po niedzieli, kiedy nie przychodzi Tete. No nic, moze zdaze wyprowadzic sie stad zanim wprowadza sie termity.

...::: Joao kupil sobie dzis DVD, fajnie, pewnie ma prad w domu.

...::: polowalam na komara. Tak jak pisalam, tu komar poki co jest zadkoscia (na szczescie)a kazdy zabity komar jest na wage zlota, bo kazdy to potencjalny nosiciel malarii ( tu jest jedno z najwiekszych skupisk malarii, o innych choróbskach nie wspomne) wiec polwanie na komara nabiera tu innego zanaczenia.

...::: zaplanowalam juz samotny lot do Polski, w tzw. miedzy czasie, czyli w czasie kiedy tu mieszkam. Tylko mnie palnac, ale jesli moge, to bardzo chce. Podzielilam sie ta wiadomoscia wczoraj na gg z sasiadka, a ona dzis napisala w mailu "Bardzo fajnie, że przylecisz do kraju "po sandały"....Nie tęsknij już tak szybko za tym wszystkim co zostawiłaś, poczeka."

Fajne co? Ja i po sandaly i po kielbase i po jedzenie ogolnie i do fryzjera. (bo tu by mi "odlecial" moje wątle wlosy) i syna studenta odwiedzic i zobaczyc Ciebie Beatko i kazdego kogo tylko sie da i spotkac kogo sie da, poglaskac moje zwierzaki i pojechac na cmentarz do Mamy i ucalowac podloge w moim domu. A wszystko by wrocic tu i cieszyc sie Afryka od nowa.  

A jak sie rozmysle, to polece np. do Lusaki....

...::: Ide smazyc nalesniki. Ciasto juz przygotowalam i powachalam. O zgrozo, znowu. Ciekawe co tym razem za skladnik tak "daje". Make kupilam bezwonna tym razem, ale to chyba sol, albo znowu jaja.  

po czasie....

...::: Pierwszego nalesnika przypalilam nieco. Nakarmilismy nim psa wlasciciela campu. Sliczny piesek, rasowy i dobrze odzywiony, ale nie gardzi nigdy tym co mu spadnie z nieba (jest za wysoka siatka).

Nalesniki byly pyszne, nie smierdzialy.

                         

                                                                <<<< WSTECZ     DALEJ >>>>