10 wrzesnia 2006

_____________________

Internet bezprzewodowy

...::: cud, zjawisko. Jeszcze wczoraj, kiedy rozmawialismy z szefem campu dowiedzielismy sie ze mozemy korzystac z interenetu, poki co za darmo, wystarczy miec laptopa.

Dzis przyjechalismy z dziecmi na basen i wlaczylismy  komputer. Konfiguracja, haslo i jest. Szok, bo tuz za murem nie ma chodnika i drogi. Zwyczajne zycie  sie toczy. Szybko w sumie, ale dosc prosto, skromnie, ubogo nawet. Ludzie pradu nie maja, a tu taki numer. Siedzialam pol dnia przy basenie i nadrabialam internetowe zaleglosci, nawet gg. Internet dobry, nawet chwilami bardzo dobry, a chwilami przerywa lacze, ale i tak jest super.

...::: wczorajsza impreza - Jeżu kolczasty! Ale "impra" byla. Podjechalismy autem do willi tuz przy Atlantyku. A tam juz pelno aut zaparkowalo, kierowcy sie kreca tylko, ochrona przy domu, bo willa okazala, ale w sercu smietnika i ubogich lepianek bez pradu. Wszystko drutem kolczastym otoczone. Jakies to przykre w sumie, ale postanowilam sie nie wczuwac. Duzo ludzi, nikogo nie znam poza Gordonem. Uwaga, Gordona poznalam kilka lat temu, byl gosciem w moim domu, kiedy to przyjechal z Anglii odwiedzic UC w Rzepinie. No a teraz spotkalismy sie po latach w Luandzie. Jak swiat jest maly jednak. Lubie Gordona, fajny gosc.

Kacper, Filip i Gordon

Wracam do ludzi, a wiec duzo i z roznych krajow. Dostaje szoku, po tym jak kazdemu zostaje przedstawiona, bo juz za kilka minut nie pamietam zadngo imienia i tym bardziej nie identyfikuje z  imieniem zadnej twarzy. Usmiecham sie. Wszyscy sie usmiechaja. Dostaje drinka na powitanie (oczywiscie 3 razy gubie go, bo nie pamietam gdzie stawiam). Moi synowie robia furore. Sa jedynymi nieletnimi (sorry Filip jest letni) a poza tym komunikatywni( w przeciwienstwie do mamy:-)

"Impra" mila, angielska ( Iw, wiesz, troche podobna do amerykanskiej, tej co bylysmy w bazie w Bidburgu). Troche wypilam, wiec bylo do rzeczy. Nie moglam sie tylko doczekac na jedzenie. Grile rozpalone i nic. Moje chlopaki jak odkurzacze wciagali czipsy. Tu pozbawiamy ich takich przyjemnosci z kilku powodow, wiec jak sie dorwali ( ja tez).

W koncu podano kielbaske i mieso. Filip powiedzial, ze mieso pachnie jak whiskas, kielbaska tez taka sobie. To niczyja wina, tu po prostu tak to wszystko smakuje.

Mam problem z zaakceptowaniem wiekszosci smakow. Jaj juz nie jadam (chlor), niektore pieczywo-chlor, niektore ciasteczka-chlor, ser zolty -chlor. Kielbaska- nie mam pojecia co za smak. Dzieciak juz sie przyzwyczaily, Mirek juz dawno. A ja dzis jadlam ryz z dzemem, bo byla taki sam jak w Polsce. Mysle sobie, ze to dlatego wszystko, te smaki i zapachy, bo tu taki smietnik, ze w fabrykach wali sie srodki dezynfekujace, zeby chorobsk zadnych nie bylo. Nie wiem z reszta, ale to jakas teoria. I jeszcze cos, np. kg boczku kosztuje ponad 40 zl, kielbasa to samo. Moze i dobrze, ze nie smakuja tak dobrze.

Wracam do willi nad Atlantykiem. Jest okazala, kilka sypialni, lazienek, itd. dla 2 ludzi, ale coz. Ogromny taras widokowy i z jadalni wyjscie na plaze. W ogrodzie piekne ogromne palmy itd.

A na zewnatrz, za murem, za drutem kolczastym siedzi dwoje dzieci. Tylko oczy im sie swieca, bo one czarne i noc ciemna. Patrza przez otwarta bramke,  jak kielbasy sie pieka, jak ludzie sie bawia. Znowu jakos glupio mi sie zrobilo. Nic nie da sie zrobic. Wynioslam im troche czipsow i troche przekasek i zrobilam zdjecie tej nocy ciemnej. 

Ja wiem, ze  to wszystko jakies dziwne. Ja wiem....

Nie przyjechalam tu zachwycac sie Afryka i sie nie zachwycam, bo jest jaka jest, ale i tak ma tyle uroku i tak zadziwia, mimo ze tyle Afryki juz widzialam i poznalam. Nie przyjechalam szukac tu artystycznych uniesien i weny tworczej, bo ich tu nie znajde raczej. To jakis nieludzkie  byloby chyba unosic sie "wyzej, dalej, glebiej", gdy tu wszystko nizej, plycej, gorzej, a tym bardziej gdy  lepiej mi niz tylu, tylu, tylu... Moze to czas refleksji, spostrzezen, wnioskow... nie wiem...

Tu jest takie miejsce na Ziemi. Tu mozna poznac wiele i wiele zobaczyc. Kazdy wg. siebie samego moze patrzec. Moze widziec to co chce zobaczyc i czuc to co chce poczuc. Nie ma uniwersalnej Afryki, dla kazdego takiej samej i kryjacej w sobie ten sam rodzaj piekna.

"Afryka,jak wielki dom z licznymi pokojami. Każdy pokój to inne, odmienne wnętrze, a każde wnętrze to niepowtarzalny zapach Ziemi, siła i duch Człowieka. Afryka otwiera swoje drzwi i nigdy ich nie zamyka. Afryka nigdy sie nie kończy..."

Tak kiedys napisalam, kilka lat temu, kiedy poznalam rozne jej oblicza, kiedy dala mi w kosc, kiedy mnie rozczarowala z roznych powodow, kiedy tyle razy mnie jeszcze zachwycila . Wrocilam tu, przyjechalam i nie jako podroznik, turysta, ale jako gosc, nieproszony przez te Ziemie, a jednak mile przyjety. Przyjechalam tu zyc, bo taka mam sytuacje, bo bardzo tego chcialam. Ja tu tylko pobede, popatrze, uszanuje, nie wiem co jeszcze. Zobaczymy....

W Angoli wojna domowa  trwala az 20 lat. Skonczyla sie zaledwie kilka lat temu.....

             

              noc przy willi nad Atlantykiem

              <<<WSTECZ   DALEJ>>>