12 wrzesnia 2006r.

___________________

Lekcja portugalskiego

Po recenzji dokonanej przez moja przyjaciolke, po jej druzgocacej (slusznej) krytyce tego co napisalam  w dniu dzisiejszym, oraz po jej ocenie mojego nastroju i stanu ducha uszczuplilam dzisiejsze zapiski, wiec tylko slowek kilka:-)

...::: Rano pod domkiem odbywala sie lekcja portugalskiego. tzn. Tete, jej kolezanka Juliana, Filip i Lucjan i ja probowalismy sie porozumiec. Mamy slownik i rozmowki, a takze program w komputerze, ktory ma pomoc nam w jakiejkolwiek komunikacji, chocby z Tete czy kierowca, kiedy nie ma Mirka. Mirek nawija po portugalsku ostro, ale jak go nie ma robi sie maly problem.

Dzis jednak postanowilismy to przelamac. Niezle poszlo.

Dowiedzielismy sie troche, np. ze Tete ma 3 dzieci w wieku 8, 4 i 2 latka i nie ma meza, bo sobie gdzies poszedl. Przypomnialy mi sie ciasteczka, ktore wczoraj Tete zapakowala. Juz wiem dla kogo. Biedna Tete sama utrzymuje trojke dzieci, a podejrzewam ze i innych czlonkow rodziny, bo malo kto ma tu prace. Co prawda zarabia niemalo, ale ceny tu sa zabojcze, tak jak pisalam 2, 3, a nawet 4 razy wyzsze niz w Polsce.

                              

                              Lekcja portugalskiego. Angolanczykow i Polakow rozmowy. Tete rozmawia z Filipem

..::: Kupilam maslo, pol kg. tzn. takie cos do smarowania pieczywa (bulki sa pyszne w pobliskiej piekarni) Tak jak mowilam eksperymentuje, wiec kupilam nowy rodzaj smarowidla. Uwaga 20 zl kosztowalo. Wstretne to bylo, jakies bezwonne, ale o dziwnej konsystencji. Tete widziala jak pluje, smiala sie, a potem powiedziala, ze moze to zabrac, jak ja nie lubie. I zabrala.

 

...::: tu powinien byc tekst, ktorego brak ( nie przeszedl cenzury). Dzieks Joan.

..::: Przeczytalam fajna ksiazke, kolejna  z trzech, ktore ukazaly sie w Polsce, mojego ulubionego pisarza, Irlandczyka, Roberta McLima Wilsona "Zaulek lgarza" (poznac takiego faceta, jak Wilson, to byloby cos:-) )

Pisze on o zyciu, o czlowieku i nieslodko. Niby banal pisac o zyciowych prawdach, ale tak jak  on to robi! Moja ulubiona jego ksiazka to "Autopsja". W kazdym z bohaterow  Wilsona odnajduje sporo samej siebie, choc bohaterami za kazdym razem sa mezczyzni... Ciekawe... zawsze wiedzialam ze wiecej we mnie faceta. A dzis moja sis Iwona napisal o mnie "Dorota afrykanska i taka kobieca kobieta a jednoczesnie z ciekawoscia dziecka". To ja w koncu facet, dziecko, czy kobieta jestem?:-)

...::: Moj znajomy Misjonarz z Polski (kilkanascie lat spedzil w Angoli) napisal mi w mailu, ze moj tomik wierszy pozyczyl siostrom zakonnym (rozowym) tym z mojego wiersza i ze wciaz nie moga sie oderwac:-). Polubilam te siostry od razu , choc tylko widzialam ich rozowy habit i to z tylu. Lubie Je i podziwiam za wybor drogi... 

 

                            Tete                                                                                      Juliana                           

                                                                <<<WSTECZ    DALEJ >>>>