30 wrzesnia 2006 r.

_______________________

j

...:::Zaczela sie pora deszczowa czyli afrykańskie lato. W Luandzie jak na razie tylko raz lekko kropil maly deszczyk. Tu podobno tak jest. Nie ma co liczyc na  ulewy. A wiec luandyjski swiat prawie caly rok przykrywa gruba warstwa kurzu. W Luandzie tez nigdy nie jest zimno. Kiedys bedac w Zimbabwe przezylam afrykanskie zimno, takie do szpiku kosci. Tu nigdy tak nie ma (blizej rownika). Piekne roslinki kwitna.... wiekszosci pomaga czlowiek. Spryskuje sie tez palmy, drzewa bananowcow, spryskuje sie kwiaty. Jesli sie tego nie robi wszystko jest czerwonoszare od pylu.

 

 

fot. Dorota £aj³o. Afryka. Angola. Przedmiescia Luandy. 30 wrzesnia 2006 r.

 

...::: Luandyjczycy tez namietnie pucuja swoje samochody. To pucowanie rozbraja, bo podjezdzaja swoimi drogimi autami, albo rozwalajacymi sie rupieciami na plaze i szoruja je namietnie. Myja tez samochody w miejscach gdzie kobiety piora ubrania, kapia dzieci, albo myja naczynia. nikomu to jakos nie przeszkadza. Ogolnie zostawiaja po sobie smieci, wszedzie gdzie sie pojawiaja. Takie przyzwyczajenie. 

...::: Dzis doszlam do wniosku, ze nie jestesmy inni. Dostalismy zaproszenie na Hash, czyli podchody. Organizowali je ludzie z bardzo ekskluzywnego kondominio. Lekko mnie zatkalo jak zobaczylam to miejsce. Miasto w miescie, czyli kompletnie przeniesiony kawalek zachodniego swiata na teren smietnikowej Luandy. Piekne domy, drogie auta, cudowne ogrody, baseny, sciezki rowerowe i inne takie tam. Oczywiscie wszystko szczelnie ogrodzone, drut kolczasty, straznik na wiezyczce. No wiec zebralismy sie w jednym z tych pieknych ogrodow. Duzo ludzi i jeszcze wiecej dzieci. Niektore znalam juz z urodzinowego party. Wplacilismy po 5 $ od glowy i moglismy pic piwo, cole, fante i inne napoje. Byl tez bufet, w ktorym kilka  mam sprzedawalo ciasteczka, babeczki, ktore wczesniej ponoc piekly caly tydzien. Calkowity dochod ze sprzedazy ciasteczek byl przeznaczony- uwaga- na druzyne skautow dla dziewczat ze szkoly za 22 tysiace dolarow od jednego ucznia. Ups.. .jednak kupilam 4 ciasteczka.... pobylam w amerykanskim filmie i tyle. Zrobilam tez kilka fotografi i przeszlam sie poza ogrodzeniem kondiniomo. Mieszkancy biednych domow, pracownicy budow, zwykli ludzie pracujacy na polu patrzyli na nas dziwnie. Powiedzialam (po polsku) i glupawo sie usmiechnelam" wiem, wiem, ze wygladam jak durna:-)". Bo tak wygladalismy. Zgraja bialych, wiekszosc w zoltych koszulkach biegla i szla w  niewiadomym celu. Chcialam jeszcze powiedziec, ze my tak z nudow i ze jak jest nas tylu bialych w kupie to czujemy sie bezpiecznie.

     

             mamy podchody                                                               miejscowe dzieci przygladaja sie         

               

                 patrza...                                                                                 dzelimy sie ...

...:::Ale mialo byc dlaczego nie jestesmy inni od miejscowych. W pieknym ogrodzie brykaly dzieci. Mialy mnostwo slodyczy, fanty i coli i - uwaga- wyrzucaly papierki i i puszki pod siebie, czyli na trawnik, czyli gdzie popadnie. Zwrocialm uwage slicznym malym dziewczynkom, to popatrzyly na mnie dziwnie. Calkiem nie wiedzialy czego od nich chce. Dzieci tu nauczone sa, ze embregada robi za nie wszystko, wiec embregada przyjdzie i posprzata. Kiedy urzadzamy w naszej szkole festyny i zabawy przerozmaite dla naszych uczniow to jednym z celow poza zabawa jest nauczenie dzieci  kultury osobistej. Tu biale dzieci nie dziekuja za cukierka, tu nie dziekuje sie za urodzinowy prezent. Tu robi sie to na co ma sie ochote. To nie wina dzieci, bo dzieci jak to dzieci, biora to co my dorosli im dajemy. A dzieciaki slodkie, biale, zolte czarne, sniade.... wesole, rozbrykane, jak to dzieci i maja dobre dzieciece serca.

 

<<wstecz       dalej>>