28 pazdziernika 2006 r.

__________________________

Spacer w miescie

            

 

...:::: Rano Benfika, czyli targowisko afrykanskiego rekodziela. Kupilam piekne batiki, korale, miotelke z trawy( Tete myslala, ze dla niej do sprzatania), a to taka miotelka co ma w katku stac i byc ladna. Kiedys taka milam z Zimbabwe, ale zabrali mi ja w Namibii. Kupilam rzezby, piekna ogromna tace "wyjeta" z wielkiego drzewa, ktora przydala mi sie na moja kolekcje muszli i ogromny rzezbiony symbol Angoli na sciane.

....::: A potem pojechalismy na hash, czyli podchody w angielskim wydaniu. Tym razem mozna smialo zaliczyc to do moich ekstremalnych afrykanskich przezyc. Bo trasa byla niebanalna. Zastanawiam sie co kierowalo tymi, ktorzy ja opracowali. To nie pasuje raczej do Anglikow czy Amerykanow. Od razu zostalam poinstruowana,  ze musze schowac aparat, zdjac zegarek i cala cenna bizuterie, ktorej i tak nie posiadam, bo grozi mi niebezpieczenstwo, gdyz trasa bedzie przebiegac min. przez lokalne targowisko, na ktorym to ponoc ani sie nie obejrze jak zostane ograbiona. Przez targowisko nalezy przejsc szybko, nie zatrzymywac  ani na minute. Oczywiscie pomyslalam "Przesadzaja".

...::: Zbiorka byla przy starej rozlatujacej sie karuzeli. Juz to miejsce bylo szczelnie wypelnione przez grupe nastolatkow roznego pokroju, ktorzy zywo zainteresowali sie nasza obecnoscia. Tylu bialych w kupie, w takim miejscu.

...::: Ruszylismy. Poczatkowy odcinek trasy przebiegal przez murzynskie osiedla, zwykle drogi i uliczki. Moglam wreszcie przyjrzec sie jak wyglada to zycie od srodka. Nie wyglada dobrze.  Wyglada chyba gorzej niz myslalam. To nie byly slamsy, to byly zwykle ulice z murowanymi domami i bramami. Wzdluz kazdej ulicy plynie rynsztok, smrodka taka, lepka maz, po ktorej sie slizgalismy. Male cuchnace strumyki wyplywaly z kazdej posesji, by potem polaczyc sie w jeden wiekszy, wzdluz drogi. Mieszkancy ratowali sie wszelkiego rodzaju kladkami, deseczkami, zeby wyjsc ze swoich domow  i przejsc na druga strone. W sumie to co maja zrobic, przeciez nie ma tu nijakiej kanalizacji czy tez szamb, a przeciez zyja, wiec musza robic pranie, myc naczynia itd. Poza tym kupy smieci w rynsztoku, obok, wszedzie. Brudne domy, dzieci bawiace sie na zlomowiskach. Ludzie codzienni siedzieli przy swoich domach, wielu wychodzilo i patrzylo co sie  dzieje. Zgraja bialych szybkim marszem przechodzila ich ulica. Niektorzy pytali " Dokad idziecie?". Smiac mi sie chcialo, bo do nikad, mielismy spacer, opuscilismy kondominia, bo potrzebujemy ruchu:-). Mnie tak naprawade przygnala tu ciekawosc. Wredna reporterska ciekawosc wylacznie, bo nie czerpalam zadnej przyjemnosci z zabaw organizowanych na poczatku i koncu haszu, czyli np. polewania sie piwem.

...::: Przejscie zwyklymi uliczkami to jeszcze nic. Ludzie pozdrawiali nas, a my ludzi i bylo niezle. Dalsza czesc trasy przebiegala przez zatloczone targowisko dla miejscowych. Jestem pewna, ze nigdy w zyciu zaden bialy nie postawil tam swojej bialej nogi. Wieksza czesc targowiska przeszlam na bezdechu  z powodu leku. Nie zebym bala sie, ze cos mi sie stanie, w koncu byla nas spora grupa. Ale dlatego, ze bylo glosno i tloczno. Handlujacy to pijane i pijani, zaczepni, odwazni, w nastrojach do lapania nas za rece. W pewnym momecie kiedy zobaczylam brak konca tego tloku, a nawet jego kulminacje przed soba powiedzialam "Nie ide dalej". Ale odwrotu nie bylo, bo za nami bylo tylko tak  samo. W pewnym momencie  kiedy przechodzilismy obok jednej z handlujacych kobiet, ta powiedziala " A to co ku....?  samolot tu gdzies wyladowal? " Tak mnie to rozsmieszylo i utwierdzilo w przekonaniu, ze zachowujemy sie i wygladamy jak stuknieci. Przeszlam wiec reszte trasy nieco lzej, obserwujac sprzedajacych miesa, ryby, ogromne kawalki watroby, po ktorej lazily muchy, karmiace matki, czeszacych warkocze. Niemniej poczulam ulge kiedy znalezlismy sie przy jednej z glownych drog. Potem w domu odbylo sie wielkie szorowanie butow, pranie i kapanie.  Wieczorem dlugo nie moglam zasnac bo dlugo myslam o tym co widzialam. A jednak znowu sie  zadziwilam. Zycie jest niesamowite....

...:::Aparatu nie schowalam i zrobialm setki zdjec, kilka w galerii,  tu tylko 3, a reszta w moim komputrze zostanie.

                                                      

<<<wstecz    dalej>>>