26 pazdziernika 2006 r
_________________________
 

Papaje,mango,ananasy i suszone ryby

                                                    
                                                                                                   Drzewo papai
 
..:::  Niemal codzien  wychodze na spacer poza kondominio, zeby kupic swiezego ananasa od kobiet z ulicy. Lubie te kobiety. Sa takie spokojne, serdeczne, cierpliwe. Calkiem inne niz handlujacy mezczyzni. Siedza caly dzien w cieniu pod drzewem, z niemowletami, karmia je, zmieniaja pieluszki i sprzedaja swoj towar. Na nic nie narzekaja...
Dzis kupilam tez owoc papai, bo zal mi tych kobiet, ze tylko ja kupuje, to wzielam i papaje. Papaja byla chyba zbyt mocno dojrzala, bo smakowala tak sobie... Potem kupilam jeszcze swieze owoce mango. Byly pyszne..

 

                                       

                                                                                                      Co dzien swieze owoce

...::: Tuz za brama kondominio, po drugiej stronie ulicy od switu do nocy inne kobiety sprzedaja suszone ryby. Od dawna sie znamy i za kazdym razem kiedy wychodze, albo wyjezdzam za brame machaja do mnie i pozdrwiaja "Bom dia amiga". W tym miejscu, pod sciana muru toczy sie swoiste zycie. Tu gra sie w karty, je posilki, tu na ziemi bawia sie dzieci i tu sprzedaje sie suszone ryby. Kobiety wielokrotnie namawialy mnie na te ryby, ale nie kupie, nawet z litosci, bo calkiem nie wiem jak to jesc. To takie duze, suszone na sloncu, rozpłaszczone ryby, a suche na wior calkiem....ni to skubac, ni to moczyc, ni to co ?

    

                Zyje sie w ciepelku i na luzie i w karty sie gra

                                                         

                                                                                     i wesolo sie zyje i spokonjie

...::: Nasz Puchu wyszedl dzis wieczorem w koszyczku wyniesiony, na swoj pierwszy kulawy spacer powypadkowy. Kot podobno ma 9 zyc. A ogolnie to teraz mamy dwa koty, bo Phil, australijczyk wyjechal na urlop do domu na dwa tygodnie i poprosil, zebysmy zajeli sie jego kocurem Roserem. Ladne kocisko, dorodne, uzarlo mnie wczoraj z milosci, jak kiedys papug. Phil wyjal tego kota kiedys z waskiej rury kanalizacyjnej, jako malenka kulke, ktora ktos wyrzucil zywcem. Kotami to tu sie raczej nikt przejmowal nie bedzie. Ciekawe co myslal Joao, kiedy wiozl nas do weterynarza a ja siedzialam i ryczalam nad zdechlawszym kociakiem. W sumie to ma z nami wesolo "Joao zatrzymaj sie, taki ladny zachod slonca, chce zrobic zdjecie". " Si madam."

...::: Dzis stalo sie to czego nalezalo sie spodziewac tak czy siak. Zostalismy konkretnie puknieci w prawy przedni bok samochodu. Ale co tam... wysiadl Joan, wysiadl kierowca niebieskiego busika, wysiadlam ja i wszyscy stwierdzilisy "Ale co tam". Tata Nilca dunczyk to dopiero na placu Mandarinias ustawil konkretnego szrota, po tym jak go zdrowo w niego puknal niebieski busik. A my sobie dalej pojechalismy. Tylko zderzak nam wisial.

<<<wstecz  dalej>>>